Zrywając wiśnie miałem taką wizję.
Wiśnie mające świadomość. Drzewa wiśniowe jako Matki małych owoców, rodzące je aby przeżyły na jej gałęziach, potem po śmierci upadły na ziemię w której staną się nawozem. W ten oto sposób wracają do macierzy w postaci substancji odżywczych.
Dzieje się właśnie oto taki sobie proces, radosny cykl, z którego zadowolone są wiśnie. W tym momencie przychodzę sobie taki-Ja, który nie lubi robić innym krzywdy. Nie zdając sobie sprawy zaczyna zrywać wiśnie – zabierać Matce jej dzieci, przyszły nawóz. Czasem zdarzy się taka sytuacja, że wiśnia wypadnie z ręki – ratuje się. I tu rozgrywa się walka o życie. Wiśnia próbuje się ukryć wśród ściółki, stać się na tyle atrakcyjną by taki-Ja nie chciał jej podnosić, tym samym dając jej szanse na powrót do Matki. W ich oczach jestem widziany jako wielki bezduszny barbarzyńca, na widok, którego pewnie krzyczą, próbują zeskoczyć na ziemię lub kryją się wśród liści i gałęzi. Nie tylko taki-Ja jest zagrożeniem dla wiśni, często też wiśnie są atakowane przez szpaki, które niekiedy zabierają wiśnie do swoich gniazd. Więcej szczęścia mają okaleczone przez szpaki wiśnie, które spadają na ziemię, ziemię swojej Matki i mogą być z powrotem wciągnięte w drzewo życia.
Takie to rozkminy przychodzą w czasie rwania wiśni;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz