Czym jest piękno?
Nie wiem czym dokładnie jest piękno, nie potrafię podać definicji, ale mogę opowiedzieć o pięknie na podstawie moich refleksji.
Piękno to jedno z określeń wrażeń estetycznych jakiegoś przedmiotu, zjawiska albo osoby. Według mnie jest to już najwyższa ocena w tej całej skali. Oceniając, a raczej określając coś nie zwracam uwagi na szczegóły i ich dopracowanie, ja zwracam uwagę na to co się dzieje we mnie, gdy to coś lub tego kogoś widzę. To co jest wspaniałe w ocenianiu, określaniu czegokolwiek jest to, że ta ocena zawsze będzie subiektywna. Każdy może nazwać według własnego uznania coś pięknym.
Myślę jednak również, że nie wszystko może uzyskać miano pięknego, z jednej, prostej przyczyny – piękno musi być dobre. Uważam, że jeżeli coś nie jest dobre to nie ma prawa być nazwanym pięknym, ponieważ piękno powinno wywoływać w nas najwyższe pozytywne emocje, a tej możliwości nie mają rzeczy złe.
Uważam, że piękne rzeczy są zazwyczaj proste w odbiorze, proste i łatwe. Lecz na powierzchowna łatwość i prostota nie oznaczają prymitywnej budowy. Weźmy pod dokładniejszą analizę chociażby księżyc. Człowiek w nocy, patrzy się na ciemne niebo, na którym jest okrągły jasny punkt. Taka scena jest jak najbardziej łatwa w odbiorze, nic złożonego. Nic złożonego jednak tylko powierzchownie, ponieważ tą scenę „zakulisowo” tworzy ogrom kosmosu, duże słońce oraz procesy, których zwykli ludzie nie potrafią nawet nazwać. Do samej złożoności dochodzi to, że gdy scena będzie już w naszej głowie to rozpoczyna się analiza symboliki, interpretacja składników oraz własne wyobrażenia. To właśnie robią w nas rzeczy piękne, pozwalają przez minimum formy przedstawić siłę i moc emocji.
Ja ostatnio znajduję wiele przykładów piękna i staram się z tego w pełni czerpać. Dziękuję

wolność

Ciągle mówimy, "jestem wolny" , "nie pozwolę żeby ktoś ograniczał moją wolność", lecz tak na prawdę sami sobie tę wolność zabieramy. Zabieramy sobie ją swoimi przyzwyczajeniami i uzależnieniami. W kółko robimy to samo, jak chomik w kołowrotku.. Nie doświadczamy niczego innego, bo nie starcza już nam na to czasu. Zapętlamy się i marnujemy swój czas, czyli zabieramy sobie cząstkę wolności.
Nie potrafimy zrezygnować z pewnych rzeczy, by móc doświadczyć czegoś innego i nowego, ponieważ wydaje nam się, że wszystko jest w porządku. Lecz czy wszystko może być w porządku skoro nasza rutyna zabiera nam chociażby cenny czas, jak w przypadku robienia w kółko, znanych rzeczy? Skoro chcemy być tacy niezależni i wolni to czemu dajemy się zniewalać przez nałogi? Czy mogę powiedzieć o sobie jako człowieku wolnym jeżeli jestem uzależniony od, chociażby papierosów?
Uważam, że kategorycznie nie, ponieważ jestem osobą, która nie jest niezależna, jestem osobą dla, której co jakiś czas w głowie pojawia się sygnał: "zapal". Sygnał jakoby nasz pan i władca nam to nakazywał. W tym miejscu możemy mieć mały dylemat: "czy zapalić?" lecz argumenty "za", będą zawsze silniejsze. Tak samo jest z innymi uzależnieniami, zawsze nałóg wygrywa z alternatywną możliwością - "wyjść na dwór ze znajomymi czy siedzieć przy komputerze?". W tym przypadku niekoniecznie komputer jest uzależnieniem, nałogiem mogą być spotkania ze znajomymi. Wszystko jest względne. Uzależnienia i skrajności nie przynoszą niczego dobrego.
Można zadać sobie także pytanie dotyczące ludzi, na których leżą obowiązki - czy oni są wolni, czy uciemiężeni? Myślę, że wszystko zależy od obowiązków i stopnia zaangażowania. Jeżeli obowiązki dotyczą rodziny, to w pewien sposób ich spełnianie powinno być satysfakcjonujące. W tym wypadku nasza wolność jest zagrożona ze względu na dźwignię psychiczną, która sprawia, że dla rodziny jesteśmy poświęcić wiele, jeżeli nie wszystko. Spełniając te obowiązki nie możemy bezgranicznie w nie brnąć, musimy stać się trochę-egoistami, by dać sobie trochę swobody i możliwości robienia rzeczy ważnych dla nas.
Drugim rodzajem obowiązków są te tzw. "służbowe" - szkoła, praca itp. W tym przypadku powinniśmy ograniczyć się do wykonywania ich w minimalnym, średnim stopniu, by nasza wolność na tym nie cierpiała. Na pewno nie możemy dawać zrzucać na siebie czyiś obowiązków, bo jest to bezpośredni "atak" na wolność, lecz nie zapominajmy o rozsądku i wzajemnej POMOCY, nie wyręczaniu.
Podsumowując to co napisałem wyżej. Ludzie współcześni i (podobno) nowocześni nie mogą być w pełni wolni, z racji na to, że zawsze jest coś co "powinniśmy". Lecz nie jest tak, że nie mamy zupełnie wpływu na rozmiar naszej wolności. Możemy bardzo wiele - unikać czynników, które takową wolność ograniczają.
To by było przecież na tyle, koniec wywodu, ale moja ostatnia refleksja związana z uczęszczaniem do szkoły integracyjnej zamąci jeszcze w tym temacie.
Mianowicie, są ludzi totalnie wolni! Są ludzi, którym obce są nałogi, obce im są obowiązki. Psychiczna wolność... Chodzi mi o ludzi chorych umysłowo. "Dzięki" ich przypadłości odpływają od nich czynniki ograniczające ich wolność. Tak więc są to ludzie wolni, którzy mają pełną swobodę zachowania i myśli. Jednak jak sami wiemy kraty dają ochronę, kraty są związane z ograniczaniem wolności, więc czym są chronieni ułomni psychicznie?

ps. nie czytałem, nie poprawiałem, przepraszam za błędy.
głupoty...
Walka

Majaczy horyzont w oddali.
Płomieniem jasnym słońce się pali.
Wody Oceanu walczą z pożarem.
Otwarł się portal z innym wymiarem.
Wchodzić, nie wchodzić - oto pytanie,
Ważniejsze bycie czy posiadanie?
Człowiek człowieka na próbę pogania,
Czeka i patrzy do samego rana.
I znów spektakl - walka się toczy,
Człowiek nie wierzy, przeciera oczy.
Ocean i Słońce, Słońce i Ocean.
Człowiek faworyta walki wybiera.
Nieprzerwana walka od wieki wieków
Zachwyca nas - marnych człowieków.
Bitwa przerywana przez noce i dnie
Nigdy, ach nigdy nie skończy się.
Bosa wędrówka przez słońce.

Pora wyruszyć w podróż.
Trzeba zdjąć i odstawić buciory.
Ażeby wspomnienia i brud zostawić.
Za nami tu.
Iść tam gdzie powietrze i grunt
Nieskażone i czyste,
Gdzie ludzka hołota nie depcze trawy.
Trawy rosnącej na słońcu.
Tam gdzie cisza i spokój.
W promieniach padających od dołu.
Z dala od krzyków dumnych oprawców.
Z dala od tłumu, masy i zła.

Nowy po(droz)dział

Długo nie pisałem, ale mogłem sobie na to pozwolić, bo nikt na mój wpis nie czekał. Nie czekał bo mało kto zna ten adres...i dobrze.

Być może pewnym motywatorem dla mojego wpisu był wpis znajomego, który napisał po ok 3 miesiącach. Podobno czym dłużej trwa cisza tym trudniej ją przerwać, a ja nie lubię trudnych zadań.

Od mojego ostatniego wpisu kilka rzeczy się wydarzyło. Między innymi skończyły się wakacje; podstawówkowicze zarzucili na siebie swoje przenośne biblioteki, gwarantujące im w przyszłości wady kręgosłupa; gimnazjaliści przestali pić alkohol w takich ilościach jak w wakacje; licealiści przestali wogóle pić bo trzeba się porządnie wziąć za naukę przygotowującą ich do matury.
W tym miejscu taka krótka refleksja. Chodzi o nasz wspaniały system nauczania, gdzie ciągle uczymy się nie rzeczy praktycznych, przydatnych, ciekawych tylko rzeczy przydatnych do następnego egzaminu. Jedynym wyjątkiem są trzy pierwsze klasy podstawówki. Potem zaczyna się trzyletnie przygotowanie do egzaminy po podstawówce. Następnie trzy lata przygotowań do egzaminy gimnazjalnego. A po tym wszystkim uczymy się do matury.
Zawsze jest to nauka "pod klucz". Przez te odcinki czasowe musimy wykształcić w sobie umiejętności - nie kreatywnego myślenia lecz umiejętności - pisania i myślenia pod klucz. Nie ma co się dziwić przy takim obrocie spraw, że młodzież narzeka na szkołę i nadal będzie na nią narzekała.

Poza przejściem z wakacji do roku szkolnego wydarzyła nam się kolejna powódź. Która to już? Trzecia, czwarta...? Zatraciłem się w tych odcinkach już. Po raz kolejny rząd był zaskoczony. No bo przecież nikt nie podejrzewał, że przez przerwane wały może wlać się woda. Jedyne co można powiedzieć to to, że szkoda tych ludzi, którzy żyją na takich terenach w państwie, które nie może sobie poradzić nawet z przeniesieniem jednego krzyża, z ulicy do kościoła.(o tym w dalszej części).

Kolejne spory i walka z dopalaczami - legalnymi narkotykami dla spragnionej wrażeń młodzieży. Walka ta nie jest ogólnopolska, lecz lokalna, ponieważ to poszczególne miasta wprowadzają nowe systemy wali z dopalaczami. Częste kontrole urzędników państwowych mających nadzieje, znaleźć jakiegoś haka na tego typu sklepy nic nie dają. Urzędnicy biorą dodatkowe kwoty za to dodatkowe działanie, lecz nic nie osiągają. Ale przecież można walczyć jeszcze zmieniając prawo! Więc zamiast wpisania w ustawę klauzuli dotyczącej zakazu sprzedaży substancji, które działają w określony sposób(tu powinna się znaleźć jakaś mądra, profesjonalna nazwa, którą powinien skonstruować jakiś mądry człowiek;)) to będzie ustawa zakazująca reklamowania się przez te sklepy w sposób, który sugeruje, że są to legalne narkotyki. Ahhhh...jak wiele korzyści to przyniesie.. już to widzę, jak młodzież przestaje kupować te środki ze względu na tą zmianę...
No cóż, trzeba próbować różnych środków oprócz tego właściwego.

Poza walką z dopalaczami nowością jest to, że krzyż....nadal stoi i stać tam pewnie będzie do zimy, kiedy obrońcom krzyża zacznie doskwierać ból stawów i rozejdą się w końcu do domów. Jedyną nowością w tej sprawie jest to, że teraz bardziej krzyż osłaniają barierki niźli obrońcy. Obrońcy muszą teraz stać w odpowiedniej odległości i nie mogą przechodzić przez barierki pod sam krzyż.
JAKI TEN KRAJ JEST NIESPRAWIEDLIWY, bo przecież kto teraz będzie osłaniał krzyż własną piersią?!
Oficjalnie zmieniam nazwę: "Obrońcy Krzyża" na "Pilnujący Krzyża", bo tak ta cała sytuacja wygląda...

Tak to wyglądają nasze ostatnie krajowe osiągnięcia. Powinniśmy być z tego dumni, bo przecież mogłoby być gorzej.

Poza krajowymi osiągnięciami poszedłem do nowej szkoły;) Ja osoba lubiąca nowe sytuacje jestem z tego powodu niezmiernie rad. Jako nieliczna osoba jestem zadowolony, że znów chodzę do szkoły. Lubię atmosferę szkolną, tym bardziej, że jestem bardzo zadowolony ze swojego wyboru. Trafił mi się najlepszy zespół nauczycieli od trzech lat. Żaden z nauczycieli nie jest bezmyślnym egzekutorem narzuconych przez system standardów, każdy ma swój sposób i wizję prowadzenia lekcji i przekazywania wiedzy szlachetnej młodzieży. Kolejnym plusem jest to, że w szkole znalazłem boginie w dredach! Jakże to dobrze, że jest ktoś taki pretendujący na bratnią duszę, bo w końcu ludzie słuchający reggae i mający z nim więcej wspólnego niż noszenie trzech kolorów i palenie ziela, są emanującą pozytywnością, mądrością życiową i dobrem. Myślę, że jest to prawie reguła. Tak więc, chcę przebywać z boginią i rozmawiać, bo wiem, że to będzie z korzyścią dla mnie, a czy dla niej to już nie mi oceniać.

Tak więc okres od ostatniej notki do tej oceniam na udany i bardzo dobry pod względem osobistym. Pod względem na sytuację w kraju to przecież mogło być gorzej...

wróciłem do palenia;/ niestety.

Edit: kilka błędów, bez zmian samej treści.