Ja krótko i zwięźle. Końcówka tego roku pomimo pewnych przeciwności układa się bardzo dobrze! Mogę z czystym sumieniem przyznać, że jestem szczęśliwy + wyleczyłem się z abstynencji emocjonalnej:)
Odczuwam całym sobą jak szczęśliwy jestem, doceniam rzeczy, z których docenianiem było gorzej i w ogóle jest wspaniale.
Liczę też, że ostatnie ogniwo zamknie ten łańcuszek szczęścia i tak zostanie na dłuuugo:)

Podsumowanie roku?

Może wypadałoby podsumować ten rok. A więc zacznę od...wydarzeń i odczuć najnowszych.
Wolne od szkoły, tak niestety odczuwam aktualne święta..Nie mam pojęcia czemu w ogóle nie odczuwam ich atmosfery. Być może to przez moje problemy z wiarą..Niby czuję, że je pożegnałem, ale może tak na prawdę one siedzą we mnie i wyżerają mnie od środka? Co do wyżerania od środka to ostatnimi czasy mógłbym powiedzieć, że jestem szczęśliwy, z powodu dobrego układania się moich relacji z Martą. Mógłbym gdybym ostatnio nie przeszedł na swego rodzaju abstynencję uczuciową(dzięki grabku za określenie tego). Niestety nie przeszedłem na nią dobrowolnie, stało się to nagle i bez zapowiedzi i od tego czasu(nawet nie wiem kiedy konkretnie) nie odczuwam nic głębszego. Czyżbym stał się jednym z elementów szarej masy, pozbawionej głębokich uczuć? Wydaje mi się to niemożliwe, ale któż to wie... Źle mi z takim stanem bezuczuciowym, bo jak ma się przejawiać mój optymizm, jeżeli nie poprzez szczęście i radość,które odczuwam? A może nie ma we mnie żadnego optymizmy, a to co wydaje mi się, że czuje jest zwykłym wmawianiem sobie pewnych rzeczy. Z kolei czy optymizm właśnie nie polega na wmawianiu sobie czegoś pozytywnego? Nie ważne... ważne jest natomiast to, że nie odczuwam uczuć, nie czuję atmosfery świąt i nie potrafię się tak na max cieszyć z mojej znajomości z Martą.. Jeśli o niej mowa to wspomnę o niej.
Marta...ah jak ja uwielbiam to imię. Lubię je jeszcze bardziej gdy przypasowuję do niego tą piękną buzię, wiecznie uśmiechniętej romantyczki. Jest to bez wątpienia wspaniała dziewczyna, z którą łączy mnie na prawdę wiele! Jest to cholernie optymistyczne i cieszę się z takiego obrotu spraw. Może to ona jest moim lekarstwem na abstynencję? Oby. Poza tym jest to osoba szczera i otwarta, nie wstydząca się wartości, którymi się kieruje. Za to właśnie jaka jest można ją pokochać. Brakuje nam wszystkim właśnie takich dziewczyn; naturalnych, rozważnych i rozsądnych. Mam nadzieję, że będę miał jak najwięcej okazji do rozwijania z nią tej znajomości.
Wracając do mnie. Tak to egoistyczne, ale jednak blog jest o mnie i wracam do mnie, chodź o Marcie mógłbym pisać, pisać i pisać...
Jeśli chodzi o mnie to poza abstynencją uczuciową, dobrze, że mam przerwę w szkole, bo ostatnie tygodnie były na prawdę ciężkie dla mnie. Nic mi się nie chciało, coraz więcej nawalałem i gdyby nie dobre zaplecze, które sobie zrobiłem będąc, że tak to ujmę "w formie" to mógłbym sobie narobić problemów. Na szczęście teraz mam czas żeby się odbudować uczuciowo oraz motywacyjnie i powrócić do szkoły. Tak więc pierwszą część pobytu w nowej szkole uznaję za zamknięty. Wynik: 3.63. C.D.N. jeszcze pięć części.
Poza szkołą, Martą i uczuciami to nic nowego się nie dzieje. Nic o czym warto by było pisać:).

Podsumowując rok:
Ogólnie przez ostatni rok wydarzyło się cholernie dużo rzeczy, ten rok w ogóle zleciał mi bardzo spokojnie, oznaczając się wieloma wydarzeniami, o których części postaram się wspomnieć.
Pierwszym znaczącym dla mnie wydarzeniem w tym roku były narodziny mojej siostry. Pierwszy raz zostałem bratem. Teraz wiem, że to wspaniały stan i jestem strasznie dumny z mojej siostrzyczki.
W dniu narodzin mojej siostry od razu po dostaniu telefony właśnie z tą wiadomością, poszedłem pić. Niestety piłem na pusty żołądek, piłem za dużo i za szybko przez co w 30 minut po telefonie byłem nieprzytomny. Niestety głupio się stało, ale na szczęście jestem ogarnięty i takie akcje mnie nie kręcą, jedna w zupełności wystarczy.
Potem rozstanie z klasą. Było smutno i źle człowiekowi, że rozstaje się z ludźmi do których się przyzwyczaił przez te trzy lata, ale cóż poradzić. Szkoda mi kontaktu z kilkoma osobami, ale trzeba żyć dalej. Ważne, że ten kontakt nie zanikł totalnie.
Następnie wakacje i wspaniały wyjazd w góry. Ludzie! Jeżeli nie kochacie gór i nigdy nie byliście na żadnym wyższym szczycie to was rozumiem, ale jeśli byliście, a nie kochacie gór to znaczy, że nie jesteście ludźmi i z tego szczytu należało skoczyć. Góry są wspaniałe, wystawiają nas na próby, ale są w stanie także podarować nam wspaniały prezent. Często będąc tu w Warszawie tęsknię za górami, za tym niesamowitym wyzwaniem. Niestety muszę czekać.
Potem nowa szkoła. Wchodząc do nowej szkoły miałem nadzieję, że znajdę jakąś regaukową ekipę, w którą się wkręcę, niestety nie było takiej, ale była dziewczyna w dredach - Dominika. Człowiek stwierdził, że warto ją poznać. Poznał. Pocałował. Pożałował. Przeprosił. Nieciekawa sytuacja, której nie udało mi się pokojowo załatwić. Cóż poradzić gdy się jest nieszczęśliwym. Uważam, że to był materiał na przyjaciółkę, nie na dziewczynę. Teraz po ptakach.
Następną dosyć istotną rzeczą jest nawiązanie współpracy z MM Impress, organizacją eventową. Zostałem ich dystrybutorem, przez co mam wstęp na wszystkie ich imprezy + zarabiam sobie na wejściówkach. Dzięki temu, że pojawiam się na ich imprezach poznałem właśnie wcześniej wspomnianą Martę!:) I tak się zamyka kółko tegorocznych wydarzeń.:) Mam nadzieję, że będę miał się gdzie wybrać na sylwestra, mam nadzieję, że z Martą.

Pozdrawiam.
Dziwnie...Na prawdę jest dziwnie. Nagle, zdałem sobie sprawę z wielu ważnych rzeczy. Nagle, wpadłem na to, że życie pędzi! Pędzi w takim stopniu, że nad nim nie nadążam. Co tu mówić o nadążaniu skoro do pewnego czasu nie miałem nawet świadomości jak bardzo życie zostawiło moje myślenie w tyle. Teraz wiem. Mam świadomość i powinienem coś z tym zrobić. Ale co? Jestem strasznie leniwy, niesystematyczny, zapominalski, to nie są atrybuty osoby ambitnej. Głupio stwierdzić nagle, że nasze życie nie podąża w żadnym dobrym kierunku, a na pewno nie w tą stronę, w którą byśmy chcieli. Głupio mieć świadomość, że się to odkryło, a nie mieć chęci ani samozaparcia żeby to zmienić. Podążam najłatwiejszą drogą. Niestety ta droga nie da mi niczego dobrego, poza kilkoma radosnymi, przemijalnymi chwilami. Powinienem się wziąć za siebie, a ja to olewam i dalej czerpię z życia pełnymi garściami. Co jeśli nagle skończy się to z czego będzie można czerpać i człowiek stanie nad przepaścią, skąd jedyną drogą będzie krok w przód? Boję się tego, ale nie wiem jak mam zmienić siebie, jakie kroki mam podjąć, żeby to się zmieniło. Stawiam sobie na pocieszenie innych, mówiąc: " oni robią jeszcze mniej, oni są jeszcze mniej ambitni". Co z tego? Co to za wykładnik? Powinienem przyjąć postawę osoby, która występuje pierwsza w kolejności i dać z siebie wszystko, a nie oglądać się na innych. To mi nie pasuje. Muszę to zmienić, ale jak?
Nagle uświadomiłem sobie, że ludzie, którzy mnie otaczają są starsi, a co za tym idzie zmienili się, a ja razem z nimi. Moi rówieśnicy robią rzeczy o jakich jeszcze rok temu by mi się nie śniło. Ja prawie robię te rzeczy, niektóre to tylko kwestia czasu, a inne to rzeczy, których nie zamierzam nigdy zrobić. Niestety boję się tego, że człowiek się zmienia i to, że teraz jestem na stanowcze NIE, nie oznacza, że tak będzie za jakiś czas. Widzę to na przykładach, przykładach własnego życia.
Rówieśnicy się starzeją, a raczej nabierają lat. Lecz nie na samych rówieśnikach opiera się świat. Jest jeszcze rodzina. Babcia ma coraz więcej lat, coraz częściej myślę o tym co będzie gdy ona odejdzie. Moja mama i Tomek też są coraz starsi. Wybiła 40. Przecież to 1/2 życia. Moja babcia ma za sobą 3/4 życia. A ja 1/5. Czemu te wszystkie wartości wydają mi się tak bliskie pełnej 1? Czemu dni tak pędzą? Czemu prześladuje mnie świadomość niepowtarzalności i przemijalności każdego dnia?
Boję się, że świat tak pędzi, boję się konsekwencji nie podjętych decyzji oraz tych podjętych błędnie przez presję czasu. Brakuje mi samodzielności? Być może.. Muszę coś zmienić, by bardziej doceniać to co mam i kalkulować jak przeznaczać swój czas. Czy nie warto pojechać w weekend do babci i przejść się z nią na spacer, o którym ona wspomina już od pół roku, a ja nie potrafię się wywiązać, zamiast iść z kumplami do pubu, napić się, pośmiać i wrócić do domu w nadziei, że rodzicielka nie poczuje alkoholu? Czy nie lepiej zamiast bezmyślnego siedzenia przed komputerem poświęcić ten czas nauce, aby następnego dnia na przerwach można było rozmawiać ze znajomymi, nie obawiając się konsekwencji nieodrobionych lekcji? Czy nie lepiej odłożyć pieniądze i kupić mamie kwiaty zamiast wydawać te same pieniądze na marihuanę? Czy nie lepiej zamiast wyjść ze znajomymi i się włóczyć, nie lepiej spędzić ten czas z siostrą, żeby móc zauważać jak się rozwija? Oczywiście, że lepiej, ale to czy to robimy czy nie zależy od indywidualnego poziomu egoizmu. Niestety to co teraz wydaje się lepsze dla nas wraz z upływem czasu straci na znaczeniu, bo zakładając sytuację, że moja babcia umiera, nie mógłbym wspominać ostatnio spędzonego z nią weekendu, ale zastanawiałbym się gdzie ja miałem głowę.
To wszystko takie dołujące. Człowiek uświadamia sobie, że to co robi do niczego go nie prowadzi.
Trzeba się wziąć za siebie. Moja wiara znów podupada, ale w bardzo specyficzny sposób. Chodzę do kościoła, szanuję Boga, modlę się. To mi pomaga. Niestety problem nieczystości nadal pozostał, nie jestem w stanie uporządkować spraw cielesnych. Niestety łatwo ulegam wszystkim namiętnością. Muszę nad tym popracować. Boże pomóż mi w tym!
Kończę pisać, wyłączam komputer i idę spędzić resztę dnia z rodziną.
Nie chcę być tym kim nie jestem,
więc nie będę robił tego czego nie chcę!
Groźby i zaczepki schowaj do kieszeni,
dla mnie i tak świat kolorowo się mieni!
Mam za dobry, zbyt piękny dzień,
By tutaj półpublicznie ciśnąć Cię.
Pamiętaj jednak, że groźby to głupota.
Panowanie nad sobą to bardzo ważna cnota!
Jeżeli coś Ci się nie podoba to jedyne co możesz
To nie czytać nic więcej, tak sobie pomożesz.
Narazie, żegnam serdecznie Twą osobę.
Kończę tą spontaniczną wymowę!

Ludziku czy Ty nie rozumiesz, że ja piszę to dla siebie i ew dla osób, które są ciekawe moich rozkmin. Wiem, że nie robisz tego zupełnie spontanicznie, że jesteś jakoś związany z Dominiką. Nie wiem tylko w jaki sposób. Ludzie, którzy są anonimowi a komuś grożą są dla mnie nikim, więc pozdrawiam serdecznie Twoją mamę.

A teraz coś o dzisiejszym dniu. Dniu, który był wspaniały! Dawno nie miałem tak wspaniałego dnia! On był wprost niesamowity. Obudziła mnie mama oczywiście po długim czasie i wielu trudach, ale jak już wstałem szybko wypiłem pyszną kawę, umyłem się i pocisnąłem do szkoły. Śnieg! Nie przeszkadzał mi zupełnie, nawet się z niego cieszyłem, bo przecież przynosi jasność i kontrast, to czego brakowało w czasie jesieni. Poszedłem do szkoły, przekraczając próg od razu się uśmiechnąłem, byłem jakiś taki pozytywny. Miło spędziłem czas w szkole, czerpiąc radość z rzeczy najmniejszych. Następnie w dobrym humorze wróciłem do domu ciesząc się ze śniegu wpadającego mi w oczy. W domu nie siedziałem długo, umówiłem się z tą, która dała wspaniałą puentę dla dnia. Spędziłem z nią bardzo miłe chwile;) Dziękuję w tym miejscu. No i jutro też zapowiada się dobry dzień bo o 7.10 jestem znów umówiony z Angeliką.

wyjaśnień ciąg dalszy

Wiem, że przeżywając podobną tym bardziej nie powinienem zrobić czegoś takiego co zrobiłem.
Niestety o tym jak mi będzie z tą osobą mógł mi powiedzieć tylko związek, dopóki człowiek w niego nie wejdzie nie wie do końca, nie ma pewności. Ja musiałem wejść do tej rzeki, sam wchodziłem z ogromnym dystansem bo ZAWSZE trzeba się liczyć z szybką ewakuacją. Niestety nie było mi dobrze, a to prowadziło do tego, że ten związek nie byłby prawdziwy i szczery. Popełniłem błąd. Co mogłem zrobić w tej sytuacji? Liczę, że powiecie, bo sami mówicie jakby rozwiązanie było banalnie proste, tylko ja, idiota, nie mógł go znaleźć. A ja zrobiłem to co według mnie zrobić należało, nie udawałem, przemyślałem i postanowiłem porozmawiać, wtedy jeszcze nie z postanowieniem zakończenia związku, tylko z chęcią znalezienia jakiegoś rozwiązania. Dominika widocznie nie brała pod uwagę innej opcji niż to, że to kończymy.
W tym miejscu także chciałbym zaprzeczyć pewnej rzeczy, o którą mnie posądzasz sylwio. Mówisz, że bez wyjaśnień. Natomiast te wyjaśnienia były przedstawiane dwa razy i nie rozumiem czemu ona nadal uważała, że bez wyjaśnień. Tu nie chciałem popełnić błędu dziewczyny, która mnie kiedyś rzuciła - zostawić bez wyjaśnień, dlatego ja wyjaśniłem to jak najlepiej umiałem, dwa razy. Trzeba zupełnie nie ogarniać jeżeli się tych wyjaśnień nie przyjmuje do wiadomości i ciągle ich domaga.
Dominiko niestety trafiłaś na mnie jako na tego pierwszego, niestety poznałaś tą gorszą stronę związków, niestety nie udało nam się rozstać w zgodzie. Żałuję, że dałem Ci takie doświadczenia w sferze związków jako pierwsze. Pozdrawiam.

Tak więc nie mogę sobie zarzucić, że nie wyjaśniłem. Nie można mi prawić także zarzutów w stylu: Po co wogóle zaczynałeś?! - Ponieważ to nielogiczne. Każdy zaczyna związek aby być w nim szczęśliwy z drugą osobą. Lecz jeżeli w związku dopiero mam okazję dowiedzieć się jakie wyobrażenie bycia razem ma druga osoba i jest to wyobrażenie według mnie nieodpowiednie to kończę to dla własnego dobra, bo jeżeli mi nie będzie dobrze to drugiej osobie też nie będzie. Chyba jasne? Zarzut ten jest zwyczajnie głupi, bo zaczynałem mając pewność i chęci, wszystko zmieniło się w trakcie jak musiałem stanąć twarzą w twarz a ograniczeniami i niejasnymi sytuacjami. Dokuczał mi brak szczerości w tym związku, nie był on oparty na jedności dwóch osób, tylko na bliskości, a to nie to, to nie jest to czego szukam. Chciałbym móc rozmawiać w związku, dzielić się problemami, a nie słyszeć w odpowiedzi na moją chęć rozmowy o problemach drugiej osoby: to głupie, nie będę mówiła. To nie jest dla mnie zaufanie, którym podobno byłem obdarzony.
Pozdrawiam po raz kolejny Dominiko.

Kończę, czekam na kolejne wasze wypowiedzi. Myślę, że już macie jako taki obraz sytuacji.
Pozdrawiam.
Miałem długą przerwę. Dawno nic nie umieszczałem. Nastała pora. Przez dziwny zbieg okoliczności zajrzałem na bloga i zobaczyłem dwa komentarze osób, których kompletnie nie znam.

Okazało się, że komentarze są przeciw mnie. Ucieszyło mnie to bo takie konfrontacje dają o wiele więcej człowiekowi niż zwykłe monologi. W komentarzach zarzucano mi egoizm.
Obawiam się, że zbyt mało dosadnie określiłem jaka to była dla mnie decyzja i jakie skutki we mnie wywołała. Teraz jest za późno.
Wiem, że jestem egoistą, lecz niestety muszę was zmartwić, bo egoistą jest każdy, tylko w różnym stopniu.
Uważam, że związek nie miał podstaw do dalszego trwania dlatego najlepszą opcją było go skończyć. Tu pojawia się sprawa tego jak się zachowałem potem. Chciałem zakończyć to we względnie dobrych stosunkach, nie chciałem wrogości ani krzyku. Niestety nie udało się. Nie wiedziałem jak mam zareagować na zachowania tego typu z drugiej strony. Tu ujawniła się moja bezsilność i szok wobec tych zachowań, zwyczajnie nie wiedziałem co zrobić w obliczu takiego obrotu spraw. Tak macie racje stchórzyłem.
Po całym zajściu nie wiedziałem jak do niej podejść, nie wiedziałem co powiedzieć, okazałem się słaby wobec własnych czynów, to było niewłaściwe..
Otworzyliście mi oczy na pewną sprawę! Jakie to niesamowite. Kurcze wcześniej brałem to pod uwagę, ale jakoś inaczej się we mnie to przejawiało.. a mianowicie chodzi o to, że mówicie, iż nie wiem jak ona się mogła czuć, co przeżywać. Ja natomiast wiem jak mogła się czuć i jak to przeżywać, ponieważ sam byłem w podobnej sytuacji. Poznałem dziewczynę, maksymalnie się zaangażowałem, ona dawała mi znaki, że z jej strony też się coś dzieje i nagle mnie zostawiła, po niedługim czasie. Właśnie z takim samym wytłumaczeniem jak ja! Lepiej wcześniej niż później. Płakałem dwa dni, a potem przez miesiąc byłem wrakiem człowieka. Doznałem szoku, że osoba na którą tak bardzo się otworzyłem, bo wydawało mi się, że mogę jej zaufać, postąpiła wobec mnie. Miałem to w świadomości, kończąc związek z Dominiką, lecz....w mniejszym stopniu i za to mi wstyd. Chciałbym ją za to przeprosić, lecz obawiam się czy to już nie po ptakach, nie za późno...
Co do waszych zarzutów o to czy zastanawiałem się nad tym jak to wygląda z jej strony, jak ONA się czuje. Zastanawiałem się...zastanawiałem się, lecz byłem bezsilny, wobec mojej słabości i niewiedzy jak w tej sytuacji postąpić.
Gumiś, nie wiem czy zauważyłeś, ale nie jestem dumny z tego "skakania z kwiatka na kwiatek".
I tutaj ja stawiam wobec was zarzut. Uważam tego bloga za pewnego rodzaju zlew dla swoich myśli, dlatego nie owijam bawełnę i przedstawiam rzeczy takimi jakie są. Więc skoro piszę to opisuję swój stan, a nie użalam się nad sobą. Nie piszę: " jaki ja jestem biedny". Tylko zazwyczaj: " doznałem takich i takich rzeczy" bądź " jestem w takim i takim stanie". Tak więc skoro czytacie ten mój zlew myśli to powstrzymajcie się od tego typu uwag.

Pozdrawiam.

wrakowisko

Masakra. To słowo, które doskonale odzwierciedla mój stan psychiczny i mentalny. Czuję się taki wyniszczony. Taki bezużyteczny. Beznadziejny.
Wiem, że nie powinienem, nie mam zbytnich podstaw do tego. Przecież jestem raczej średniakiem; daleko mi do dna.
Analizując:
- Szkoła: Dupa, dupa, dupa. Nic mi się nie chce. A gdy już się za coś wezmę to zazwyczaj nie jestem w stanie tego ogarnąć. Nawet to co kiedyś oganiałem bez problemów bo opierało się na logicznym myśleniu - do niedawna jednym z nielicznych moich atutów - przychodzi mi z trudem i problemami. Podejrzewam jedną przyczynę, o której później.
- Ideologia, ideały: To też podupadło. Nie chce mi się pielęgnować wiary, która od zawsze była we mnie. Nie chodzi o zwątpienie w istnienie Boga. Chodzi o lenistwo, zniechęcenie. Dziś jest niedziela i zazwyczaj szedłem do kościoła na moje spotkanie z Bogiem. Zazwyczaj, bo teraz mówię: " Panie, wiem, że powinienem, ale nie pójdę. Nie pójdę bo nie mam chęci, ani sił. Za tydzień". Zdaję sobie sprawę z tego, że wizyta w bożym domu, spowiedź (taka jak ostatnio, która bardzo mi pomogła i przywróciła we mnie siły) pozwoliłyby mi wrócić do normalnego stanu wewnętrznego, ale mi się zwyczajnie nie chcę.(być może tracę wiarę w to, że by wogóle pomogło).
Moje dwie wartości, które ustawiłem na tej samej pozycji w hierarchii ostatnio się pokłóciły - są to miłość i wolność. To uszeregowanie było w pewien sposób bezmyślne, bo obie sobie zaprzeczają- miłość zobowiązuje, a to ogranicza wolność. Ciężko znaleźć kompromis. No i przez ten konflikt musiałem się rozstać z dziewczyną, która wiele dobrego przyniosła do mojego życia. Przyniosła stabilność, pocieszenie i radość. Lecz ja w imię ideału wolności postanowiłem nie stabilizować się i skakać z kwiatka na kwiatek. To na pewno nie jest dobre, tym bardziej, że kłóci się z zasadami mojej wiary. Kocham kobiety, łatwo im ulegam i jako osoba wolna daję się porwać każdej namiętności, która tworzy się między mną a jakąś dziewczyną. Jest fajnie, ale potem przychodzą wyrzuty sumienia. Niestety nie przewiduję, żeby to się zmieniło, pewnie będzie się zdarzało co jakiś czas coś takiego. Tylko ten związek był w stanie utrzymać mnie w postanowieniu czystości, bo moja partnerka, jako osoba tej samej wiary i posiadaczka silniejszej woli była w stanie zatrzymywać na pewnym stopniu wir namiętności i zapędy.. Teraz przewiduje mi się życie w rozpuście i nieczystości, z czym źle się czuję wobec Boga i swoich przyszłych partnerek. Nie chciałbym rozdać bukietu pojedynczymi kwiatami, chciałbym móc wręczyć jeden cały i obfity bukiet jednej.
Tak więc skoro już o związku to powiem kilka słów o moich odczuciach po jego rozwiązaniu. Czasem mi smutno z tęsknoty. Czasem cieszę się, że już nikt nie będzie mnie naciskał i próbował mną kierować. Czasem żałuję, że nie mogę z nią porozmawiać. Czasem cieszę się, że mogę flirtować bez obaw o to, że kogokolwiek ranię. Jestem zwyczajnie rozdarty, zbyt rozhuśtane to wszystko.
- Stan fizyczny: Czuję się przytłumiony i zmęczony od samego rana. Brudny i nieświeży tuż po prysznicu. Znudzony w trakcie najciekawszych czynności. Tu wyjaśni się przyczyna wyżej wymienionych problemów. Wydaje mi się, że to przez zbyt częste picie, a mianowicie...ponad dwa tygodnie picia dzień w dzień. Nie zauważyłem tego jak wiele tracę i jak wiele mi się przez alkohol pieprzy. Teraz przyszła pora, żeby się opamiętać i powrócić do normalności, nadganiając zaległości. Naszła mnie też w związku tym pewna refleksja, która dla większości osób byłaby pewnie śmieszna.

Doszedłem do wniosku, że alkohol- sztucznie wytwarzany specyfik, powodujący agresję, otumanienie,trudności z myśleniem, uczucie zmęczenia i uszczerbek na zdrowiu - jest narzędziem i tworem szatana. Alkohol potrafi na prawdę wiele popsuć, a na pewno nic dobrego nie stworzy. Natomiast marihuana po której człowiek czuje się odprężony, wyluzowany, łatwiej myśli i wnioskuje, która nie popchnie człowieka do zdrady, ani agresji jest tworem i darem bożym. Marihuana poza szkodliwością substancji smolistych (przy paleniu) nie ma żadnego negatywnego wpływu na organizm. Wręcz przeciwnie, marihuana zmniejsza ryzyko zachorowania między innymi na takie choroby jak rak, stwardnienie rozsiane, bezsenność. Mam na to jeszcze jeden argument. Alkohol działa zatruwając mózg, co prowadzi do jego powolnego niszczenia. Dodatkowo ścina białko. Marihuana natomiast działa pobudzając pewien receptor w mózgu, który jest pobudzany tylko przez thc(substancja znajdująca się w marihuanie). Dla mnie jest to przesłanka by wierzyć, że w naturze człowieka jest palenie dobrego ziela danego mu przez Boga.

Jedna taka mała refleksja to to, że nie przerwałbym chyba swojego maratonu picia gdybym w piątek nie zapalił marihuany i nie doszedł do wniosku, że lepiej żyć na trzeźwo.

pozdrawiam samego siebie
No więc, od ostatniego zapisku troszkę się zmieniło. Troszkę? Zaje*****e dużo!
Masakra - to słowo dobrze określa ostatnie wydarzenia.
Ten(znaczy ja), który walczył o tą Boginie w dreadach, dał ciała i ubzdurał w swojej główce, że on jednak chce być wolny, chce być singlem; w końcu to takie modne w dzisiejszych czasach. No dobra, może nie uległ modzie, której zawsze starał się unikać, ale uległ wątpliwością i cenieniu własnej wolności, nieograniczanej czynnikami zewnętrznymi.
Pojawiły się wątpliwości. Rozwiązał je; rozwiązując związek.. Rozwiązał wątpliwości pojawiły mu się kolejne; czy aby na pewno była to dobra i właściwa decyzja? Szlag! Niech to diabli, pieprzone wahadło, które raz mówi: Bądź wolny ciesz się życiem i chwilą, a drugi raz: stabilizacja zawsze dobrze ci robiła, więc do niej dąż. grrr... Już nie wiem do końca jakie rozwiązanie byłoby najlepsze.
Zejdź mi z oczy Krystianie...


Do tego dochodzą problemy ze szkołą. Wybrał się do klasy mat-inf-fiz, ze względu na to, że z matmą mu kiedyś nie najgorzej szło, a nie chce być w humanie bo boi się gramatyki.
Gramatyka i tak dopadła, a matematyka ze swoją rozszerzonością(neologizm taki na potrzeby chwili) daje nieźle Krystianowi w dupę, przekazując mu z rozmachem, ochoczo, raz po raz jedynki.
Do tego wszystkiego dochodzi fizyka, która swoim rozszerzonym materiałem byłaby może znośna gdyby nie nauczyciel, któremu trzeba tłumaczyć jak prawidłowo rozwiązać zadania; paranoja!
Dobrze, że przynajmniej ostatni rozszerzony przedmiot idzie tak jak iść powinien - kolejne tematy, kolejne umiejętności, dobre oceny.
Muszę się nawet pochwalić, że z biologi, z której miałem 1 i 2+ dostałem 4+ co w średniej ważonej daje mi ok 3,5, więc jest nie najgorzej.

Ostatnio odbyły się dwa wydarzenia integrujące mnie z kilkoma osobami z klasy; impreza w lucidzie, która pozwoliła mi nabrać bliższej znajomości z Barą oraz wyjazd integracyjny, który pomógł mi poznać ok 15 osób z mojej klasy.

Ogólny bilans jest chyba ujemny, miejmy nadzieję, że sprawę z Dominiką uda mi się jakkolwiek rozwiązać, a oceny dojdą do normy.

idę spać. Dziś w gardło wlało się za dużo cytrynówki.
Czym jest piękno?
Nie wiem czym dokładnie jest piękno, nie potrafię podać definicji, ale mogę opowiedzieć o pięknie na podstawie moich refleksji.
Piękno to jedno z określeń wrażeń estetycznych jakiegoś przedmiotu, zjawiska albo osoby. Według mnie jest to już najwyższa ocena w tej całej skali. Oceniając, a raczej określając coś nie zwracam uwagi na szczegóły i ich dopracowanie, ja zwracam uwagę na to co się dzieje we mnie, gdy to coś lub tego kogoś widzę. To co jest wspaniałe w ocenianiu, określaniu czegokolwiek jest to, że ta ocena zawsze będzie subiektywna. Każdy może nazwać według własnego uznania coś pięknym.
Myślę jednak również, że nie wszystko może uzyskać miano pięknego, z jednej, prostej przyczyny – piękno musi być dobre. Uważam, że jeżeli coś nie jest dobre to nie ma prawa być nazwanym pięknym, ponieważ piękno powinno wywoływać w nas najwyższe pozytywne emocje, a tej możliwości nie mają rzeczy złe.
Uważam, że piękne rzeczy są zazwyczaj proste w odbiorze, proste i łatwe. Lecz na powierzchowna łatwość i prostota nie oznaczają prymitywnej budowy. Weźmy pod dokładniejszą analizę chociażby księżyc. Człowiek w nocy, patrzy się na ciemne niebo, na którym jest okrągły jasny punkt. Taka scena jest jak najbardziej łatwa w odbiorze, nic złożonego. Nic złożonego jednak tylko powierzchownie, ponieważ tą scenę „zakulisowo” tworzy ogrom kosmosu, duże słońce oraz procesy, których zwykli ludzie nie potrafią nawet nazwać. Do samej złożoności dochodzi to, że gdy scena będzie już w naszej głowie to rozpoczyna się analiza symboliki, interpretacja składników oraz własne wyobrażenia. To właśnie robią w nas rzeczy piękne, pozwalają przez minimum formy przedstawić siłę i moc emocji.
Ja ostatnio znajduję wiele przykładów piękna i staram się z tego w pełni czerpać. Dziękuję

wolność

Ciągle mówimy, "jestem wolny" , "nie pozwolę żeby ktoś ograniczał moją wolność", lecz tak na prawdę sami sobie tę wolność zabieramy. Zabieramy sobie ją swoimi przyzwyczajeniami i uzależnieniami. W kółko robimy to samo, jak chomik w kołowrotku.. Nie doświadczamy niczego innego, bo nie starcza już nam na to czasu. Zapętlamy się i marnujemy swój czas, czyli zabieramy sobie cząstkę wolności.
Nie potrafimy zrezygnować z pewnych rzeczy, by móc doświadczyć czegoś innego i nowego, ponieważ wydaje nam się, że wszystko jest w porządku. Lecz czy wszystko może być w porządku skoro nasza rutyna zabiera nam chociażby cenny czas, jak w przypadku robienia w kółko, znanych rzeczy? Skoro chcemy być tacy niezależni i wolni to czemu dajemy się zniewalać przez nałogi? Czy mogę powiedzieć o sobie jako człowieku wolnym jeżeli jestem uzależniony od, chociażby papierosów?
Uważam, że kategorycznie nie, ponieważ jestem osobą, która nie jest niezależna, jestem osobą dla, której co jakiś czas w głowie pojawia się sygnał: "zapal". Sygnał jakoby nasz pan i władca nam to nakazywał. W tym miejscu możemy mieć mały dylemat: "czy zapalić?" lecz argumenty "za", będą zawsze silniejsze. Tak samo jest z innymi uzależnieniami, zawsze nałóg wygrywa z alternatywną możliwością - "wyjść na dwór ze znajomymi czy siedzieć przy komputerze?". W tym przypadku niekoniecznie komputer jest uzależnieniem, nałogiem mogą być spotkania ze znajomymi. Wszystko jest względne. Uzależnienia i skrajności nie przynoszą niczego dobrego.
Można zadać sobie także pytanie dotyczące ludzi, na których leżą obowiązki - czy oni są wolni, czy uciemiężeni? Myślę, że wszystko zależy od obowiązków i stopnia zaangażowania. Jeżeli obowiązki dotyczą rodziny, to w pewien sposób ich spełnianie powinno być satysfakcjonujące. W tym wypadku nasza wolność jest zagrożona ze względu na dźwignię psychiczną, która sprawia, że dla rodziny jesteśmy poświęcić wiele, jeżeli nie wszystko. Spełniając te obowiązki nie możemy bezgranicznie w nie brnąć, musimy stać się trochę-egoistami, by dać sobie trochę swobody i możliwości robienia rzeczy ważnych dla nas.
Drugim rodzajem obowiązków są te tzw. "służbowe" - szkoła, praca itp. W tym przypadku powinniśmy ograniczyć się do wykonywania ich w minimalnym, średnim stopniu, by nasza wolność na tym nie cierpiała. Na pewno nie możemy dawać zrzucać na siebie czyiś obowiązków, bo jest to bezpośredni "atak" na wolność, lecz nie zapominajmy o rozsądku i wzajemnej POMOCY, nie wyręczaniu.
Podsumowując to co napisałem wyżej. Ludzie współcześni i (podobno) nowocześni nie mogą być w pełni wolni, z racji na to, że zawsze jest coś co "powinniśmy". Lecz nie jest tak, że nie mamy zupełnie wpływu na rozmiar naszej wolności. Możemy bardzo wiele - unikać czynników, które takową wolność ograniczają.
To by było przecież na tyle, koniec wywodu, ale moja ostatnia refleksja związana z uczęszczaniem do szkoły integracyjnej zamąci jeszcze w tym temacie.
Mianowicie, są ludzi totalnie wolni! Są ludzi, którym obce są nałogi, obce im są obowiązki. Psychiczna wolność... Chodzi mi o ludzi chorych umysłowo. "Dzięki" ich przypadłości odpływają od nich czynniki ograniczające ich wolność. Tak więc są to ludzie wolni, którzy mają pełną swobodę zachowania i myśli. Jednak jak sami wiemy kraty dają ochronę, kraty są związane z ograniczaniem wolności, więc czym są chronieni ułomni psychicznie?

ps. nie czytałem, nie poprawiałem, przepraszam za błędy.
głupoty...
Walka

Majaczy horyzont w oddali.
Płomieniem jasnym słońce się pali.
Wody Oceanu walczą z pożarem.
Otwarł się portal z innym wymiarem.
Wchodzić, nie wchodzić - oto pytanie,
Ważniejsze bycie czy posiadanie?
Człowiek człowieka na próbę pogania,
Czeka i patrzy do samego rana.
I znów spektakl - walka się toczy,
Człowiek nie wierzy, przeciera oczy.
Ocean i Słońce, Słońce i Ocean.
Człowiek faworyta walki wybiera.
Nieprzerwana walka od wieki wieków
Zachwyca nas - marnych człowieków.
Bitwa przerywana przez noce i dnie
Nigdy, ach nigdy nie skończy się.
Bosa wędrówka przez słońce.

Pora wyruszyć w podróż.
Trzeba zdjąć i odstawić buciory.
Ażeby wspomnienia i brud zostawić.
Za nami tu.
Iść tam gdzie powietrze i grunt
Nieskażone i czyste,
Gdzie ludzka hołota nie depcze trawy.
Trawy rosnącej na słońcu.
Tam gdzie cisza i spokój.
W promieniach padających od dołu.
Z dala od krzyków dumnych oprawców.
Z dala od tłumu, masy i zła.

Nowy po(droz)dział

Długo nie pisałem, ale mogłem sobie na to pozwolić, bo nikt na mój wpis nie czekał. Nie czekał bo mało kto zna ten adres...i dobrze.

Być może pewnym motywatorem dla mojego wpisu był wpis znajomego, który napisał po ok 3 miesiącach. Podobno czym dłużej trwa cisza tym trudniej ją przerwać, a ja nie lubię trudnych zadań.

Od mojego ostatniego wpisu kilka rzeczy się wydarzyło. Między innymi skończyły się wakacje; podstawówkowicze zarzucili na siebie swoje przenośne biblioteki, gwarantujące im w przyszłości wady kręgosłupa; gimnazjaliści przestali pić alkohol w takich ilościach jak w wakacje; licealiści przestali wogóle pić bo trzeba się porządnie wziąć za naukę przygotowującą ich do matury.
W tym miejscu taka krótka refleksja. Chodzi o nasz wspaniały system nauczania, gdzie ciągle uczymy się nie rzeczy praktycznych, przydatnych, ciekawych tylko rzeczy przydatnych do następnego egzaminu. Jedynym wyjątkiem są trzy pierwsze klasy podstawówki. Potem zaczyna się trzyletnie przygotowanie do egzaminy po podstawówce. Następnie trzy lata przygotowań do egzaminy gimnazjalnego. A po tym wszystkim uczymy się do matury.
Zawsze jest to nauka "pod klucz". Przez te odcinki czasowe musimy wykształcić w sobie umiejętności - nie kreatywnego myślenia lecz umiejętności - pisania i myślenia pod klucz. Nie ma co się dziwić przy takim obrocie spraw, że młodzież narzeka na szkołę i nadal będzie na nią narzekała.

Poza przejściem z wakacji do roku szkolnego wydarzyła nam się kolejna powódź. Która to już? Trzecia, czwarta...? Zatraciłem się w tych odcinkach już. Po raz kolejny rząd był zaskoczony. No bo przecież nikt nie podejrzewał, że przez przerwane wały może wlać się woda. Jedyne co można powiedzieć to to, że szkoda tych ludzi, którzy żyją na takich terenach w państwie, które nie może sobie poradzić nawet z przeniesieniem jednego krzyża, z ulicy do kościoła.(o tym w dalszej części).

Kolejne spory i walka z dopalaczami - legalnymi narkotykami dla spragnionej wrażeń młodzieży. Walka ta nie jest ogólnopolska, lecz lokalna, ponieważ to poszczególne miasta wprowadzają nowe systemy wali z dopalaczami. Częste kontrole urzędników państwowych mających nadzieje, znaleźć jakiegoś haka na tego typu sklepy nic nie dają. Urzędnicy biorą dodatkowe kwoty za to dodatkowe działanie, lecz nic nie osiągają. Ale przecież można walczyć jeszcze zmieniając prawo! Więc zamiast wpisania w ustawę klauzuli dotyczącej zakazu sprzedaży substancji, które działają w określony sposób(tu powinna się znaleźć jakaś mądra, profesjonalna nazwa, którą powinien skonstruować jakiś mądry człowiek;)) to będzie ustawa zakazująca reklamowania się przez te sklepy w sposób, który sugeruje, że są to legalne narkotyki. Ahhhh...jak wiele korzyści to przyniesie.. już to widzę, jak młodzież przestaje kupować te środki ze względu na tą zmianę...
No cóż, trzeba próbować różnych środków oprócz tego właściwego.

Poza walką z dopalaczami nowością jest to, że krzyż....nadal stoi i stać tam pewnie będzie do zimy, kiedy obrońcom krzyża zacznie doskwierać ból stawów i rozejdą się w końcu do domów. Jedyną nowością w tej sprawie jest to, że teraz bardziej krzyż osłaniają barierki niźli obrońcy. Obrońcy muszą teraz stać w odpowiedniej odległości i nie mogą przechodzić przez barierki pod sam krzyż.
JAKI TEN KRAJ JEST NIESPRAWIEDLIWY, bo przecież kto teraz będzie osłaniał krzyż własną piersią?!
Oficjalnie zmieniam nazwę: "Obrońcy Krzyża" na "Pilnujący Krzyża", bo tak ta cała sytuacja wygląda...

Tak to wyglądają nasze ostatnie krajowe osiągnięcia. Powinniśmy być z tego dumni, bo przecież mogłoby być gorzej.

Poza krajowymi osiągnięciami poszedłem do nowej szkoły;) Ja osoba lubiąca nowe sytuacje jestem z tego powodu niezmiernie rad. Jako nieliczna osoba jestem zadowolony, że znów chodzę do szkoły. Lubię atmosferę szkolną, tym bardziej, że jestem bardzo zadowolony ze swojego wyboru. Trafił mi się najlepszy zespół nauczycieli od trzech lat. Żaden z nauczycieli nie jest bezmyślnym egzekutorem narzuconych przez system standardów, każdy ma swój sposób i wizję prowadzenia lekcji i przekazywania wiedzy szlachetnej młodzieży. Kolejnym plusem jest to, że w szkole znalazłem boginie w dredach! Jakże to dobrze, że jest ktoś taki pretendujący na bratnią duszę, bo w końcu ludzie słuchający reggae i mający z nim więcej wspólnego niż noszenie trzech kolorów i palenie ziela, są emanującą pozytywnością, mądrością życiową i dobrem. Myślę, że jest to prawie reguła. Tak więc, chcę przebywać z boginią i rozmawiać, bo wiem, że to będzie z korzyścią dla mnie, a czy dla niej to już nie mi oceniać.

Tak więc okres od ostatniej notki do tej oceniam na udany i bardzo dobry pod względem osobistym. Pod względem na sytuację w kraju to przecież mogło być gorzej...

wróciłem do palenia;/ niestety.

Edit: kilka błędów, bez zmian samej treści.

Ble

Mierzi mnie ro co się dzieje pod pałacem. Wszyscy, którzy tam są nie mają za grosz własnego ogarnięcia. Ludzie szanujmy wzajemnie swoje poglądy, lecz tępmy także głupotę.

Harmonijkowo

Nowe zainteresowanie!
Na harmonijce granie.
Teraz pozostało tylko kupić jakąś bardziej ogarniętą harmonijkę:)
Gdy ludzie po Marszu Wyzwolenia Konopi poszli skandować pod komisariatem to służby porządkowe dosłownie spałowały uczestników zgromadzenia.

Gdy ludzie pod Pałacem Prezydenckim napierali na barierki, szarpali się ze służbami porządkowymi to jedyne co zrobiono to się wycofano.

Czemu policja nie robi porządku z agresywnymi ludźmi, tylko atakuje ludzi, którzy nie mają w sobie dozy agresji?

Odpowiedź: Bo to jest po prostu Polska!
smutne...

Wisienkowe rozkminy

Zrywając wiśnie miałem taką wizję.
Wiśnie mające świadomość. Drzewa wiśniowe jako Matki małych owoców, rodzące je aby przeżyły na jej gałęziach, potem po śmierci upadły na ziemię w której staną się nawozem. W ten oto sposób wracają do macierzy w postaci substancji odżywczych.
Dzieje się właśnie oto taki sobie proces, radosny cykl, z którego zadowolone są wiśnie. W tym momencie przychodzę sobie taki-Ja, który nie lubi robić innym krzywdy. Nie zdając sobie sprawy zaczyna zrywać wiśnie – zabierać Matce jej dzieci, przyszły nawóz. Czasem zdarzy się taka sytuacja, że wiśnia wypadnie z ręki – ratuje się. I tu rozgrywa się walka o życie. Wiśnia próbuje się ukryć wśród ściółki, stać się na tyle atrakcyjną by taki-Ja nie chciał jej podnosić, tym samym dając jej szanse na powrót do Matki. W ich oczach jestem widziany jako wielki bezduszny barbarzyńca, na widok, którego pewnie krzyczą, próbują zeskoczyć na ziemię lub kryją się wśród liści i gałęzi. Nie tylko taki-Ja jest zagrożeniem dla wiśni, często też wiśnie są atakowane przez szpaki, które niekiedy zabierają wiśnie do swoich gniazd. Więcej szczęścia mają okaleczone przez szpaki wiśnie, które spadają na ziemię, ziemię swojej Matki i mogą być z powrotem wciągnięte w drzewo życia.

Takie to rozkminy przychodzą w czasie rwania wiśni;)

Kto krzyżem walczy od krzyża nie śpi


 „Nie oddamy krzyża, symbolu naszej wiary! Godła naszej ojczyzny”. Ten i jeszcze kilka cytatów zapadło mi w pamięć gdy oglądałem relacje z placu przed Pałacem Prezydenckim.
To co się teraz dzieje jest skutkiem nieudolnego i nieodpowiedzialnego „panowania” Bronisława Marii Komorowskiego – naszego jaśnie wspaniałego prezydenta. Gdyby od razu nie chciał pokazywać, że on tu rządzi i to on ma WŁADZĘ(mroczny śmiech) tego całego burdelu by po prostu nie było. Babcie siedziały by w domach, młodzi PiSowcy i inni szukający wrażeń bawiliby się na mieście. No, ale nie. Przecież nie można zacząć tej kadencji miło i spokojnie. Trzeba zacząć rządzić, wykorzystać MOC…  Masakra… Wystarczyłoby, że Komorowski wstrzymałby się z decyzją aż do postawienia w tym miejscu jakiegoś pomnika..bla…bla…bla…
Dobra to już mamy za sobą, decyzja zapadła..
No to Bronek skończył swoje przedstawienie pora na bajeczki. W dzisiejszym występie Jarek. A Jarek powiedział co wiedział(albo i nie), że krzyż nie powinien być przenoszony. Tym oto sposobem do garstki przeciwników przenoszenia krzyża dołącza elektorat PiSowski, czyli ok. połowa społeczeństwa. Wystarczy, że ok. 15% uzna racje Jarka, a 1/3 z nich będzie na tyle zdeterminowana żeby pójść bronić krzyża własną piersią.
Rozumiem, można być przeciwko. Można nawet pójść tam i protestować. Do tego momentu byłem nawet za tymi ludźmi. Lecz gdy motłoch rzuca się na ludzi mających trzymać jakiś porządek to krew człowieka zalewa. Wypowiadane w pośpiechu głupoty do kamery, byleby „zabłysnąć” własną opinią wypowiedzianą do kamery. Ludzie – „wielcy katolicy” używający siły i niegodziwego słownictwa , zwyczajnie mnie mierżą. Jestem zażenowany, iż Ci ludzie tak hańbią religie, której jestem częścią. Dają światu świadectwo zajadłych katolików, którzy będą szarpać się o krzyż z księdzem i nie popuszczą. Swoim zachowaniem, zupełnie odbiegającym od zachowania prawdziwego katolika, tworzą własną, odrębną religię, opartą na agresji i sile tłumu. 
Dobry sposób na odciągnięcie uwagi ludzi od VAT-u.
Żałuję, że zapadła decyzja Bronka.
Żałuję, że PiS podjudza motłoch.
Żałuję, że motłoch nosi metkę katolików.


Mój kumpel też ma coś do powiedzenia na ten temat:)
ImageShack.us

Zapomnieni

Trzy lata z tymi samymi ludźmi w jednej klasie powinny sprawić, że człowiek się do nich przywiązuje i ciężko mu bez nich żyć. Powinny..
Bardziej przywiązałem się jednak do ludzi po 24 dniach kolonii.
Minęło kilka dni od końca wyjazdu i nadal czuję delikatny brak tych wszystkich ludzi, których widziałem codziennie przez 24 dni.
Po końcu roku nie miałem żadnych problemów. Nikogo mi specjalnie nie brakowało, chodź z kilkoma osobami zdążyłem nieźle się poznać i zżyć.
Może to wszystko jest spowodowane tym, że łatwiej będzie mi się spotkać z moimi klasowymi ziomkami, niż z ludźmi z turnusu., bo nasze miejsca zamieszkania są bardziej skupione, a może to wina znudzenia się sobą przez te trzy lata...
....w tym może coś być.
Na początku trzeciej klasy było mi wielce szkoda, że ta cała przygoda się kończy, lecz po pół roku zaczęło mnie dopadać fobia na punkcie niektórych osób. Ich teksty mnie denerwowały, a zachowanie odpychało. Nie wiem czy to dlatego, że już tyle czasu ludzie żyją ze sobą w dość dużej zażyłości i bliskości, czy może to sprawa zmian w zachowaniu niektórych osób. To widocznie pozostanie już tajemnicą, bo nikt nie będzie się nikogo o nic wypytywał, żeby to wyjaśnić. Chodzi po prostu o inne odczuwanie braku osób, z którymi miało się kontakt na dosyć krótkim i długim okresie czasu.

Łatanie dziur

To co uwielbia każdy z nas to chyba pierwsze pojawienie się na społecznościówkach po dłuższej nieobecności.
Człowiek sobie elegancko wyjeżdża na 24 dni, wypoczywa, wraca, zagląda do internetu i...... BUM! Nagle natłok maili na skrzynce, wiadomości na społecznościówkach i nowych "interesujących" sensacji na serwisach informacyjnych.
Zanim człowiek wszystko uporządkuje, pokasuje to mija cały wieczór. Blee......
Dobrze, że nie jestem związany zbyt mocno z żadnym serwisem, bo z reguły jestem pedantem i wszystko muszę mieć uporządkowane, więc musiałbym poświęcić zbyt dużo czasu.