Nie chcę być tym kim nie jestem,
więc nie będę robił tego czego nie chcę!
Groźby i zaczepki schowaj do kieszeni,
dla mnie i tak świat kolorowo się mieni!
Mam za dobry, zbyt piękny dzień,
By tutaj półpublicznie ciśnąć Cię.
Pamiętaj jednak, że groźby to głupota.
Panowanie nad sobą to bardzo ważna cnota!
Jeżeli coś Ci się nie podoba to jedyne co możesz
To nie czytać nic więcej, tak sobie pomożesz.
Narazie, żegnam serdecznie Twą osobę.
Kończę tą spontaniczną wymowę!

Ludziku czy Ty nie rozumiesz, że ja piszę to dla siebie i ew dla osób, które są ciekawe moich rozkmin. Wiem, że nie robisz tego zupełnie spontanicznie, że jesteś jakoś związany z Dominiką. Nie wiem tylko w jaki sposób. Ludzie, którzy są anonimowi a komuś grożą są dla mnie nikim, więc pozdrawiam serdecznie Twoją mamę.

A teraz coś o dzisiejszym dniu. Dniu, który był wspaniały! Dawno nie miałem tak wspaniałego dnia! On był wprost niesamowity. Obudziła mnie mama oczywiście po długim czasie i wielu trudach, ale jak już wstałem szybko wypiłem pyszną kawę, umyłem się i pocisnąłem do szkoły. Śnieg! Nie przeszkadzał mi zupełnie, nawet się z niego cieszyłem, bo przecież przynosi jasność i kontrast, to czego brakowało w czasie jesieni. Poszedłem do szkoły, przekraczając próg od razu się uśmiechnąłem, byłem jakiś taki pozytywny. Miło spędziłem czas w szkole, czerpiąc radość z rzeczy najmniejszych. Następnie w dobrym humorze wróciłem do domu ciesząc się ze śniegu wpadającego mi w oczy. W domu nie siedziałem długo, umówiłem się z tą, która dała wspaniałą puentę dla dnia. Spędziłem z nią bardzo miłe chwile;) Dziękuję w tym miejscu. No i jutro też zapowiada się dobry dzień bo o 7.10 jestem znów umówiony z Angeliką.

wyjaśnień ciąg dalszy

Wiem, że przeżywając podobną tym bardziej nie powinienem zrobić czegoś takiego co zrobiłem.
Niestety o tym jak mi będzie z tą osobą mógł mi powiedzieć tylko związek, dopóki człowiek w niego nie wejdzie nie wie do końca, nie ma pewności. Ja musiałem wejść do tej rzeki, sam wchodziłem z ogromnym dystansem bo ZAWSZE trzeba się liczyć z szybką ewakuacją. Niestety nie było mi dobrze, a to prowadziło do tego, że ten związek nie byłby prawdziwy i szczery. Popełniłem błąd. Co mogłem zrobić w tej sytuacji? Liczę, że powiecie, bo sami mówicie jakby rozwiązanie było banalnie proste, tylko ja, idiota, nie mógł go znaleźć. A ja zrobiłem to co według mnie zrobić należało, nie udawałem, przemyślałem i postanowiłem porozmawiać, wtedy jeszcze nie z postanowieniem zakończenia związku, tylko z chęcią znalezienia jakiegoś rozwiązania. Dominika widocznie nie brała pod uwagę innej opcji niż to, że to kończymy.
W tym miejscu także chciałbym zaprzeczyć pewnej rzeczy, o którą mnie posądzasz sylwio. Mówisz, że bez wyjaśnień. Natomiast te wyjaśnienia były przedstawiane dwa razy i nie rozumiem czemu ona nadal uważała, że bez wyjaśnień. Tu nie chciałem popełnić błędu dziewczyny, która mnie kiedyś rzuciła - zostawić bez wyjaśnień, dlatego ja wyjaśniłem to jak najlepiej umiałem, dwa razy. Trzeba zupełnie nie ogarniać jeżeli się tych wyjaśnień nie przyjmuje do wiadomości i ciągle ich domaga.
Dominiko niestety trafiłaś na mnie jako na tego pierwszego, niestety poznałaś tą gorszą stronę związków, niestety nie udało nam się rozstać w zgodzie. Żałuję, że dałem Ci takie doświadczenia w sferze związków jako pierwsze. Pozdrawiam.

Tak więc nie mogę sobie zarzucić, że nie wyjaśniłem. Nie można mi prawić także zarzutów w stylu: Po co wogóle zaczynałeś?! - Ponieważ to nielogiczne. Każdy zaczyna związek aby być w nim szczęśliwy z drugą osobą. Lecz jeżeli w związku dopiero mam okazję dowiedzieć się jakie wyobrażenie bycia razem ma druga osoba i jest to wyobrażenie według mnie nieodpowiednie to kończę to dla własnego dobra, bo jeżeli mi nie będzie dobrze to drugiej osobie też nie będzie. Chyba jasne? Zarzut ten jest zwyczajnie głupi, bo zaczynałem mając pewność i chęci, wszystko zmieniło się w trakcie jak musiałem stanąć twarzą w twarz a ograniczeniami i niejasnymi sytuacjami. Dokuczał mi brak szczerości w tym związku, nie był on oparty na jedności dwóch osób, tylko na bliskości, a to nie to, to nie jest to czego szukam. Chciałbym móc rozmawiać w związku, dzielić się problemami, a nie słyszeć w odpowiedzi na moją chęć rozmowy o problemach drugiej osoby: to głupie, nie będę mówiła. To nie jest dla mnie zaufanie, którym podobno byłem obdarzony.
Pozdrawiam po raz kolejny Dominiko.

Kończę, czekam na kolejne wasze wypowiedzi. Myślę, że już macie jako taki obraz sytuacji.
Pozdrawiam.
Miałem długą przerwę. Dawno nic nie umieszczałem. Nastała pora. Przez dziwny zbieg okoliczności zajrzałem na bloga i zobaczyłem dwa komentarze osób, których kompletnie nie znam.

Okazało się, że komentarze są przeciw mnie. Ucieszyło mnie to bo takie konfrontacje dają o wiele więcej człowiekowi niż zwykłe monologi. W komentarzach zarzucano mi egoizm.
Obawiam się, że zbyt mało dosadnie określiłem jaka to była dla mnie decyzja i jakie skutki we mnie wywołała. Teraz jest za późno.
Wiem, że jestem egoistą, lecz niestety muszę was zmartwić, bo egoistą jest każdy, tylko w różnym stopniu.
Uważam, że związek nie miał podstaw do dalszego trwania dlatego najlepszą opcją było go skończyć. Tu pojawia się sprawa tego jak się zachowałem potem. Chciałem zakończyć to we względnie dobrych stosunkach, nie chciałem wrogości ani krzyku. Niestety nie udało się. Nie wiedziałem jak mam zareagować na zachowania tego typu z drugiej strony. Tu ujawniła się moja bezsilność i szok wobec tych zachowań, zwyczajnie nie wiedziałem co zrobić w obliczu takiego obrotu spraw. Tak macie racje stchórzyłem.
Po całym zajściu nie wiedziałem jak do niej podejść, nie wiedziałem co powiedzieć, okazałem się słaby wobec własnych czynów, to było niewłaściwe..
Otworzyliście mi oczy na pewną sprawę! Jakie to niesamowite. Kurcze wcześniej brałem to pod uwagę, ale jakoś inaczej się we mnie to przejawiało.. a mianowicie chodzi o to, że mówicie, iż nie wiem jak ona się mogła czuć, co przeżywać. Ja natomiast wiem jak mogła się czuć i jak to przeżywać, ponieważ sam byłem w podobnej sytuacji. Poznałem dziewczynę, maksymalnie się zaangażowałem, ona dawała mi znaki, że z jej strony też się coś dzieje i nagle mnie zostawiła, po niedługim czasie. Właśnie z takim samym wytłumaczeniem jak ja! Lepiej wcześniej niż później. Płakałem dwa dni, a potem przez miesiąc byłem wrakiem człowieka. Doznałem szoku, że osoba na którą tak bardzo się otworzyłem, bo wydawało mi się, że mogę jej zaufać, postąpiła wobec mnie. Miałem to w świadomości, kończąc związek z Dominiką, lecz....w mniejszym stopniu i za to mi wstyd. Chciałbym ją za to przeprosić, lecz obawiam się czy to już nie po ptakach, nie za późno...
Co do waszych zarzutów o to czy zastanawiałem się nad tym jak to wygląda z jej strony, jak ONA się czuje. Zastanawiałem się...zastanawiałem się, lecz byłem bezsilny, wobec mojej słabości i niewiedzy jak w tej sytuacji postąpić.
Gumiś, nie wiem czy zauważyłeś, ale nie jestem dumny z tego "skakania z kwiatka na kwiatek".
I tutaj ja stawiam wobec was zarzut. Uważam tego bloga za pewnego rodzaju zlew dla swoich myśli, dlatego nie owijam bawełnę i przedstawiam rzeczy takimi jakie są. Więc skoro piszę to opisuję swój stan, a nie użalam się nad sobą. Nie piszę: " jaki ja jestem biedny". Tylko zazwyczaj: " doznałem takich i takich rzeczy" bądź " jestem w takim i takim stanie". Tak więc skoro czytacie ten mój zlew myśli to powstrzymajcie się od tego typu uwag.

Pozdrawiam.

wrakowisko

Masakra. To słowo, które doskonale odzwierciedla mój stan psychiczny i mentalny. Czuję się taki wyniszczony. Taki bezużyteczny. Beznadziejny.
Wiem, że nie powinienem, nie mam zbytnich podstaw do tego. Przecież jestem raczej średniakiem; daleko mi do dna.
Analizując:
- Szkoła: Dupa, dupa, dupa. Nic mi się nie chce. A gdy już się za coś wezmę to zazwyczaj nie jestem w stanie tego ogarnąć. Nawet to co kiedyś oganiałem bez problemów bo opierało się na logicznym myśleniu - do niedawna jednym z nielicznych moich atutów - przychodzi mi z trudem i problemami. Podejrzewam jedną przyczynę, o której później.
- Ideologia, ideały: To też podupadło. Nie chce mi się pielęgnować wiary, która od zawsze była we mnie. Nie chodzi o zwątpienie w istnienie Boga. Chodzi o lenistwo, zniechęcenie. Dziś jest niedziela i zazwyczaj szedłem do kościoła na moje spotkanie z Bogiem. Zazwyczaj, bo teraz mówię: " Panie, wiem, że powinienem, ale nie pójdę. Nie pójdę bo nie mam chęci, ani sił. Za tydzień". Zdaję sobie sprawę z tego, że wizyta w bożym domu, spowiedź (taka jak ostatnio, która bardzo mi pomogła i przywróciła we mnie siły) pozwoliłyby mi wrócić do normalnego stanu wewnętrznego, ale mi się zwyczajnie nie chcę.(być może tracę wiarę w to, że by wogóle pomogło).
Moje dwie wartości, które ustawiłem na tej samej pozycji w hierarchii ostatnio się pokłóciły - są to miłość i wolność. To uszeregowanie było w pewien sposób bezmyślne, bo obie sobie zaprzeczają- miłość zobowiązuje, a to ogranicza wolność. Ciężko znaleźć kompromis. No i przez ten konflikt musiałem się rozstać z dziewczyną, która wiele dobrego przyniosła do mojego życia. Przyniosła stabilność, pocieszenie i radość. Lecz ja w imię ideału wolności postanowiłem nie stabilizować się i skakać z kwiatka na kwiatek. To na pewno nie jest dobre, tym bardziej, że kłóci się z zasadami mojej wiary. Kocham kobiety, łatwo im ulegam i jako osoba wolna daję się porwać każdej namiętności, która tworzy się między mną a jakąś dziewczyną. Jest fajnie, ale potem przychodzą wyrzuty sumienia. Niestety nie przewiduję, żeby to się zmieniło, pewnie będzie się zdarzało co jakiś czas coś takiego. Tylko ten związek był w stanie utrzymać mnie w postanowieniu czystości, bo moja partnerka, jako osoba tej samej wiary i posiadaczka silniejszej woli była w stanie zatrzymywać na pewnym stopniu wir namiętności i zapędy.. Teraz przewiduje mi się życie w rozpuście i nieczystości, z czym źle się czuję wobec Boga i swoich przyszłych partnerek. Nie chciałbym rozdać bukietu pojedynczymi kwiatami, chciałbym móc wręczyć jeden cały i obfity bukiet jednej.
Tak więc skoro już o związku to powiem kilka słów o moich odczuciach po jego rozwiązaniu. Czasem mi smutno z tęsknoty. Czasem cieszę się, że już nikt nie będzie mnie naciskał i próbował mną kierować. Czasem żałuję, że nie mogę z nią porozmawiać. Czasem cieszę się, że mogę flirtować bez obaw o to, że kogokolwiek ranię. Jestem zwyczajnie rozdarty, zbyt rozhuśtane to wszystko.
- Stan fizyczny: Czuję się przytłumiony i zmęczony od samego rana. Brudny i nieświeży tuż po prysznicu. Znudzony w trakcie najciekawszych czynności. Tu wyjaśni się przyczyna wyżej wymienionych problemów. Wydaje mi się, że to przez zbyt częste picie, a mianowicie...ponad dwa tygodnie picia dzień w dzień. Nie zauważyłem tego jak wiele tracę i jak wiele mi się przez alkohol pieprzy. Teraz przyszła pora, żeby się opamiętać i powrócić do normalności, nadganiając zaległości. Naszła mnie też w związku tym pewna refleksja, która dla większości osób byłaby pewnie śmieszna.

Doszedłem do wniosku, że alkohol- sztucznie wytwarzany specyfik, powodujący agresję, otumanienie,trudności z myśleniem, uczucie zmęczenia i uszczerbek na zdrowiu - jest narzędziem i tworem szatana. Alkohol potrafi na prawdę wiele popsuć, a na pewno nic dobrego nie stworzy. Natomiast marihuana po której człowiek czuje się odprężony, wyluzowany, łatwiej myśli i wnioskuje, która nie popchnie człowieka do zdrady, ani agresji jest tworem i darem bożym. Marihuana poza szkodliwością substancji smolistych (przy paleniu) nie ma żadnego negatywnego wpływu na organizm. Wręcz przeciwnie, marihuana zmniejsza ryzyko zachorowania między innymi na takie choroby jak rak, stwardnienie rozsiane, bezsenność. Mam na to jeszcze jeden argument. Alkohol działa zatruwając mózg, co prowadzi do jego powolnego niszczenia. Dodatkowo ścina białko. Marihuana natomiast działa pobudzając pewien receptor w mózgu, który jest pobudzany tylko przez thc(substancja znajdująca się w marihuanie). Dla mnie jest to przesłanka by wierzyć, że w naturze człowieka jest palenie dobrego ziela danego mu przez Boga.

Jedna taka mała refleksja to to, że nie przerwałbym chyba swojego maratonu picia gdybym w piątek nie zapalił marihuany i nie doszedł do wniosku, że lepiej żyć na trzeźwo.

pozdrawiam samego siebie
No więc, od ostatniego zapisku troszkę się zmieniło. Troszkę? Zaje*****e dużo!
Masakra - to słowo dobrze określa ostatnie wydarzenia.
Ten(znaczy ja), który walczył o tą Boginie w dreadach, dał ciała i ubzdurał w swojej główce, że on jednak chce być wolny, chce być singlem; w końcu to takie modne w dzisiejszych czasach. No dobra, może nie uległ modzie, której zawsze starał się unikać, ale uległ wątpliwością i cenieniu własnej wolności, nieograniczanej czynnikami zewnętrznymi.
Pojawiły się wątpliwości. Rozwiązał je; rozwiązując związek.. Rozwiązał wątpliwości pojawiły mu się kolejne; czy aby na pewno była to dobra i właściwa decyzja? Szlag! Niech to diabli, pieprzone wahadło, które raz mówi: Bądź wolny ciesz się życiem i chwilą, a drugi raz: stabilizacja zawsze dobrze ci robiła, więc do niej dąż. grrr... Już nie wiem do końca jakie rozwiązanie byłoby najlepsze.
Zejdź mi z oczy Krystianie...


Do tego dochodzą problemy ze szkołą. Wybrał się do klasy mat-inf-fiz, ze względu na to, że z matmą mu kiedyś nie najgorzej szło, a nie chce być w humanie bo boi się gramatyki.
Gramatyka i tak dopadła, a matematyka ze swoją rozszerzonością(neologizm taki na potrzeby chwili) daje nieźle Krystianowi w dupę, przekazując mu z rozmachem, ochoczo, raz po raz jedynki.
Do tego wszystkiego dochodzi fizyka, która swoim rozszerzonym materiałem byłaby może znośna gdyby nie nauczyciel, któremu trzeba tłumaczyć jak prawidłowo rozwiązać zadania; paranoja!
Dobrze, że przynajmniej ostatni rozszerzony przedmiot idzie tak jak iść powinien - kolejne tematy, kolejne umiejętności, dobre oceny.
Muszę się nawet pochwalić, że z biologi, z której miałem 1 i 2+ dostałem 4+ co w średniej ważonej daje mi ok 3,5, więc jest nie najgorzej.

Ostatnio odbyły się dwa wydarzenia integrujące mnie z kilkoma osobami z klasy; impreza w lucidzie, która pozwoliła mi nabrać bliższej znajomości z Barą oraz wyjazd integracyjny, który pomógł mi poznać ok 15 osób z mojej klasy.

Ogólny bilans jest chyba ujemny, miejmy nadzieję, że sprawę z Dominiką uda mi się jakkolwiek rozwiązać, a oceny dojdą do normy.

idę spać. Dziś w gardło wlało się za dużo cytrynówki.