Dziwnie...Na prawdę jest dziwnie. Nagle, zdałem sobie sprawę z wielu ważnych rzeczy. Nagle, wpadłem na to, że życie pędzi! Pędzi w takim stopniu, że nad nim nie nadążam. Co tu mówić o nadążaniu skoro do pewnego czasu nie miałem nawet świadomości jak bardzo życie zostawiło moje myślenie w tyle. Teraz wiem. Mam świadomość i powinienem coś z tym zrobić. Ale co? Jestem strasznie leniwy, niesystematyczny, zapominalski, to nie są atrybuty osoby ambitnej. Głupio stwierdzić nagle, że nasze życie nie podąża w żadnym dobrym kierunku, a na pewno nie w tą stronę, w którą byśmy chcieli. Głupio mieć świadomość, że się to odkryło, a nie mieć chęci ani samozaparcia żeby to zmienić. Podążam najłatwiejszą drogą. Niestety ta droga nie da mi niczego dobrego, poza kilkoma radosnymi, przemijalnymi chwilami. Powinienem się wziąć za siebie, a ja to olewam i dalej czerpię z życia pełnymi garściami. Co jeśli nagle skończy się to z czego będzie można czerpać i człowiek stanie nad przepaścią, skąd jedyną drogą będzie krok w przód? Boję się tego, ale nie wiem jak mam zmienić siebie, jakie kroki mam podjąć, żeby to się zmieniło. Stawiam sobie na pocieszenie innych, mówiąc: " oni robią jeszcze mniej, oni są jeszcze mniej ambitni". Co z tego? Co to za wykładnik? Powinienem przyjąć postawę osoby, która występuje pierwsza w kolejności i dać z siebie wszystko, a nie oglądać się na innych. To mi nie pasuje. Muszę to zmienić, ale jak?
Nagle uświadomiłem sobie, że ludzie, którzy mnie otaczają są starsi, a co za tym idzie zmienili się, a ja razem z nimi. Moi rówieśnicy robią rzeczy o jakich jeszcze rok temu by mi się nie śniło. Ja prawie robię te rzeczy, niektóre to tylko kwestia czasu, a inne to rzeczy, których nie zamierzam nigdy zrobić. Niestety boję się tego, że człowiek się zmienia i to, że teraz jestem na stanowcze NIE, nie oznacza, że tak będzie za jakiś czas. Widzę to na przykładach, przykładach własnego życia.
Rówieśnicy się starzeją, a raczej nabierają lat. Lecz nie na samych rówieśnikach opiera się świat. Jest jeszcze rodzina. Babcia ma coraz więcej lat, coraz częściej myślę o tym co będzie gdy ona odejdzie. Moja mama i Tomek też są coraz starsi. Wybiła 40. Przecież to 1/2 życia. Moja babcia ma za sobą 3/4 życia. A ja 1/5. Czemu te wszystkie wartości wydają mi się tak bliskie pełnej 1? Czemu dni tak pędzą? Czemu prześladuje mnie świadomość niepowtarzalności i przemijalności każdego dnia?
Boję się, że świat tak pędzi, boję się konsekwencji nie podjętych decyzji oraz tych podjętych błędnie przez presję czasu. Brakuje mi samodzielności? Być może.. Muszę coś zmienić, by bardziej doceniać to co mam i kalkulować jak przeznaczać swój czas. Czy nie warto pojechać w weekend do babci i przejść się z nią na spacer, o którym ona wspomina już od pół roku, a ja nie potrafię się wywiązać, zamiast iść z kumplami do pubu, napić się, pośmiać i wrócić do domu w nadziei, że rodzicielka nie poczuje alkoholu? Czy nie lepiej zamiast bezmyślnego siedzenia przed komputerem poświęcić ten czas nauce, aby następnego dnia na przerwach można było rozmawiać ze znajomymi, nie obawiając się konsekwencji nieodrobionych lekcji? Czy nie lepiej odłożyć pieniądze i kupić mamie kwiaty zamiast wydawać te same pieniądze na marihuanę? Czy nie lepiej zamiast wyjść ze znajomymi i się włóczyć, nie lepiej spędzić ten czas z siostrą, żeby móc zauważać jak się rozwija? Oczywiście, że lepiej, ale to czy to robimy czy nie zależy od indywidualnego poziomu egoizmu. Niestety to co teraz wydaje się lepsze dla nas wraz z upływem czasu straci na znaczeniu, bo zakładając sytuację, że moja babcia umiera, nie mógłbym wspominać ostatnio spędzonego z nią weekendu, ale zastanawiałbym się gdzie ja miałem głowę.
To wszystko takie dołujące. Człowiek uświadamia sobie, że to co robi do niczego go nie prowadzi.
Trzeba się wziąć za siebie. Moja wiara znów podupada, ale w bardzo specyficzny sposób. Chodzę do kościoła, szanuję Boga, modlę się. To mi pomaga. Niestety problem nieczystości nadal pozostał, nie jestem w stanie uporządkować spraw cielesnych. Niestety łatwo ulegam wszystkim namiętnością. Muszę nad tym popracować. Boże pomóż mi w tym!
Kończę pisać, wyłączam komputer i idę spędzić resztę dnia z rodziną.

4 komentarze:

  1. Upraszam się o nie wymienianie mnie z imienia w twoim blogu. Jeśli musisz zwrócić się do mnie w apostroficznej formie wypowiedzi prosiłabym o nazywanie mnie Wojną. Imię już dawno straciło swoje znaczenie.
    Wydaje mi się po prostu, że człowiek po przeżyciu takiej historii jak twierdzisz staje się mądrzejszy, ale może nie zawsze. Poza tym, nie zgadzam się, robie to spontanicznie gdyż jak patrzę na ten świat to aż mnie ciśnie żeby cos zmienić i pomóc ludziom. I takim sposobem korzystając z różnych środków przekazu trafiam na takie rzeczy.
    Mam wrażenie, że słowa, które przytaczasz jako ostatni przykład są odrobinę bez kontekstu i zasłanianie się czymś takim by usprawiedliwić swoje złe uczynki to tchórzostwo.
    Jednak myślę, że każda próba tłumaczeń jest ‘Vanitas, vanitatum et omnia vanitas’. Widzę, że nie można jednak ukazać ci w pełni twojej postawy. Szkoda. Żałuję, że nie mogłam tu nic pomóc. Czasami jednak warto zauważyc też SWÓJ błąd a nie usprawiedliwiać się w taki czy inny sposób nawet odpierając czyjeś zarzuty. No cóż mam nadzieje, że twoje życie będzie, choć trochę lepsze. Powiedziałabym coś na temat rychłej Apokalipsy, ale może lepiej nie. Pozdrowienia – Wojna.

    OdpowiedzUsuń
  2. widzę, że nie masz czym się przejmować tylko tym jak jesteś przeze mnie nazywana.
    żeby pomagać innym i być święcie przekonanym o swojej racji oraz wyższości trzeba być osobą zadufaną w sobie, nie uznającej innych perspektyw i płaszczyzn postępowania i myślenia. Świadczy to o twoim ograniczeniu. Aby krytykować innych w takim stopniu trzeba mieć absolutną pewność, że samemu nie popełnia się większych lub porównywalnych błędów, a ty tej pewności nie nabierzesz nigdy, bo nikt tej pewności nie nabiera do końca, nikt kto potrafi chodź w pewnym stopniu spojrzeć na swoje życie obiektywnie. Brakuje ci dystansu, pokory, dystansu. Pozdrawiam sylwio.

    ps co ty możesz wiedzieć o tym co o tym wszystkim myślę i o tym jak traktuję tą sytuację.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakakolwiek dalsza polemika z tobą nie ma raczej żadnego sensu, więc marnowanie słów, które można podarować komuś innemu jest lepszym rozwiązaniem, cieszę się, że jesteś tak zadowolony z tego, co zrobiłeś i nie widzisz w tym jakiejkolwiek swojej winy. Pozdrawiam Wojna.

    OdpowiedzUsuń
  4. a mi przykro, że nie zauważasz tego, iż wcale nie jestem zadowolony z tego co zrobiłem. Niestety zadufanie w sobie nie pozwala Ci myśleć inaczej niż w sposób mówiący, że wszystko wiesz najlepiej.

    OdpowiedzUsuń