Dawno nie pisałem. Ok 2,5 miesiąca. Teraz czuję potrzebę przelania tego co we mnie na ekran komputera. Ciekawe, bo znów będę pisał o miłości, o związku. Napiszę też o tym, że wierzę w karmę i na jakiej podstawie w nią wierzę.
Ostatni czas opierał się na kilku podstawowych rzeczach : SPOTKANIA Z MARTĄ, z którą rozwijałem znajomość, systematycznie i PIĘKNIE. Weekendy z Angeliką, piwko, papierosek, rozmowy, ogólnie miło jak to z nią. Ostatnia rzecz to zawalanie obowiązków szkolnych, nic mi się nie chciało, na wszystko miałem wyjebane i niczym się nie przejmowałem. Mam nadzieję, że ten stan się zmieni..
Zmieniło się coś innego. Zmieniła się moja relacja z Martą. Najpierw zmieniła się hm...czy to na plus? Nie koniecznie, raczej się rozwinęła. Po prostu zaczęliśmy się całować, hmm..że tak to ujmę regularnie. Oczywiście nie byliśmy w związku. Piszę oczywiście, bo ja wiem o co chodzi, a wy nie. Chodzi konkretnie o to, że Marta cytuję: "nie mogła zacząć czegoś nowego do póki nie zamknie starego". Tak więc postanowiłem, że będę czekał, bo warto, walczył, bo warto. Ostatecznie wyszło na to, że to ze mną jest coś nie tak co nie pozwala Marcie na to by czuć do mnie coś więcej niż tylko mnie lubić. Po ok miesiącu nieciekawej, niepewnej, przeplatanej nadziejami sytuacji wszystko się rozwiązało. Marta powiedziała mi jak to wygląda, a mnie ścięło z nóg. Skrzydła, które pozwoliła mi rozwinąć nagle poszły się....hm. No i zaczęła się rozkmina, z jednej strony czułem ulgę, że skończyła się ta niepewna sytuacja, z drugiej jednak żal i smutek, że już nigdy nie będę z nią w takich relacjach jak byłem dobiją mnie. Cóż trzeba żyć dalej. Znajdę kogoś, chodź teraz w głowie mi tylko walka o Martę. Tak! Postanowiłem właśnie. Zawalczę o Martę jeszcze raz! Zbyt wiele dla mnie znaczy, żebym mógł sobie ją odpuścić.
O Angelice nie będę pisał, bo poza tym, że dawno się nie widzieliśmy i dziś prawdopodobnie idziemy na piwko to raczej nic spektakularnego się nie dzieje.
Szkoła...mam tylko nadzieję, że poprawię swoje wszystkie jedynki i będę miał w miarę przyzwoite oceny na koniec roku, żeby rodzicielka się mnie nie czepiała.
ooo.. zapomniałbym o karmie, o której miałem powiedzieć.

Wierzę w karmę, ale nie w codziennym życiu, we wszystkich dziedzinach. Wierzę w karmę w związkach. To co obserwuję na prawdę nie daje mi marginesu, żeby w to nie wierzyć. Zacznę od początku tego jak wszystko zaczęło działać. Spotkałem dziewczynę X gdy przyszedłem do gimnazjum, szybko się zeszliśmy, lecz mi coś w niej nie odpowiadało. Nie jestem w stanie powiedzieć co konkretnie, po prostu mi nie odpowiadało, więc zakończyłem związek. Zakończyłem go niedojrzale (chodź nie przez smsa). Dziewczyna X płakała, a potem była smutna bardzo długi czas. Przeprosiłem ją dopiero gdy zobaczyłem, że ubyła mi karma przez to co zrobiłem. Załóżmy, że ubyło mi - 8. Potem spotkałem dziewczynę...a bez owijania w bawełnę. Była to właśnie Angelika, idealna, wspaniała, cudo. Na prawdę to świetna dziewczyna. Burzliwy i aktywny początek znajomości. Od razu świetnie się dogadywaliśmy, bla bla bla... No i po ok tygodniu (czyli szybko) dałem jej znać, że chciałbym z nią coś więcej. Nawet udało się na jeden dzień, lecz niestety po tym dniu ona napisała mi smsa, że niestety bla bla bla... wiecie o co chodzi. W tą dziewczynę byłem zaangażowany na 100%, więc miałem miesiąc wyjęty z życia, zombie, któremu ktoś wyrwał uczucia. Karma się odegrała. Jakiś czas potem właśnie w nią uwierzyłem. Następnie przed ok 1,5 roku nie mogłem znaleźć dziewczyny, karma pomału wracała do normy.. Gdy już wróciła, pojawiła się Dominika, o którą jak wcześniej można przeczytać starałem się jakiś czas..nie wiem ile konkretnie. Potem byliśmy dwa tygodnie, aż mi coś się odwidziało i starałem się zakończyć ten związek jakoś miło, ale jednak to ja raniłem. Karma - 4. Następnie w niedługim czasie pojawiła się Marta, cud dziewczyna, marzenie, bajka, piękno w pięknej powłoce, starałem się, starałem aż w końcu karma zadziałała i dała mi kopa w tyłek. Przez cały czas starania się o Martę pamiętałem o karmie i prosiłem ją, żeby dała mi szansę, żeby zrozumiała, że z tą dziewczyną nic nie popsuję, nie z mojej strony wyjdzie coś niekorzystnego. No cóż ja słowa dotrzymałem, nie z mojej strony wyszła odmowa i niechęć. Karma dała mi kopa w tyłek. Na szczęście ten kop był mniejszy, bo teraz mogę spotykać się z Martą, a ona nawet tego chce. Myślę, że to sprawa tego, że karma spadła o połowę mniej, niż poprzednio. A z Angeliką było na prawdę lipnie, olała mnie, ubliżała mi i nie chciała się ze mną widzieć. Tak więc ja w karmę wierzę i muszę ją naprawić. Mudzę działać, muszę się starać i przerwać tą cykliczność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz