wolność

Ciągle mówimy, "jestem wolny" , "nie pozwolę żeby ktoś ograniczał moją wolność", lecz tak na prawdę sami sobie tę wolność zabieramy. Zabieramy sobie ją swoimi przyzwyczajeniami i uzależnieniami. W kółko robimy to samo, jak chomik w kołowrotku.. Nie doświadczamy niczego innego, bo nie starcza już nam na to czasu. Zapętlamy się i marnujemy swój czas, czyli zabieramy sobie cząstkę wolności.
Nie potrafimy zrezygnować z pewnych rzeczy, by móc doświadczyć czegoś innego i nowego, ponieważ wydaje nam się, że wszystko jest w porządku. Lecz czy wszystko może być w porządku skoro nasza rutyna zabiera nam chociażby cenny czas, jak w przypadku robienia w kółko, znanych rzeczy? Skoro chcemy być tacy niezależni i wolni to czemu dajemy się zniewalać przez nałogi? Czy mogę powiedzieć o sobie jako człowieku wolnym jeżeli jestem uzależniony od, chociażby papierosów?
Uważam, że kategorycznie nie, ponieważ jestem osobą, która nie jest niezależna, jestem osobą dla, której co jakiś czas w głowie pojawia się sygnał: "zapal". Sygnał jakoby nasz pan i władca nam to nakazywał. W tym miejscu możemy mieć mały dylemat: "czy zapalić?" lecz argumenty "za", będą zawsze silniejsze. Tak samo jest z innymi uzależnieniami, zawsze nałóg wygrywa z alternatywną możliwością - "wyjść na dwór ze znajomymi czy siedzieć przy komputerze?". W tym przypadku niekoniecznie komputer jest uzależnieniem, nałogiem mogą być spotkania ze znajomymi. Wszystko jest względne. Uzależnienia i skrajności nie przynoszą niczego dobrego.
Można zadać sobie także pytanie dotyczące ludzi, na których leżą obowiązki - czy oni są wolni, czy uciemiężeni? Myślę, że wszystko zależy od obowiązków i stopnia zaangażowania. Jeżeli obowiązki dotyczą rodziny, to w pewien sposób ich spełnianie powinno być satysfakcjonujące. W tym wypadku nasza wolność jest zagrożona ze względu na dźwignię psychiczną, która sprawia, że dla rodziny jesteśmy poświęcić wiele, jeżeli nie wszystko. Spełniając te obowiązki nie możemy bezgranicznie w nie brnąć, musimy stać się trochę-egoistami, by dać sobie trochę swobody i możliwości robienia rzeczy ważnych dla nas.
Drugim rodzajem obowiązków są te tzw. "służbowe" - szkoła, praca itp. W tym przypadku powinniśmy ograniczyć się do wykonywania ich w minimalnym, średnim stopniu, by nasza wolność na tym nie cierpiała. Na pewno nie możemy dawać zrzucać na siebie czyiś obowiązków, bo jest to bezpośredni "atak" na wolność, lecz nie zapominajmy o rozsądku i wzajemnej POMOCY, nie wyręczaniu.
Podsumowując to co napisałem wyżej. Ludzie współcześni i (podobno) nowocześni nie mogą być w pełni wolni, z racji na to, że zawsze jest coś co "powinniśmy". Lecz nie jest tak, że nie mamy zupełnie wpływu na rozmiar naszej wolności. Możemy bardzo wiele - unikać czynników, które takową wolność ograniczają.
To by było przecież na tyle, koniec wywodu, ale moja ostatnia refleksja związana z uczęszczaniem do szkoły integracyjnej zamąci jeszcze w tym temacie.
Mianowicie, są ludzi totalnie wolni! Są ludzi, którym obce są nałogi, obce im są obowiązki. Psychiczna wolność... Chodzi mi o ludzi chorych umysłowo. "Dzięki" ich przypadłości odpływają od nich czynniki ograniczające ich wolność. Tak więc są to ludzie wolni, którzy mają pełną swobodę zachowania i myśli. Jednak jak sami wiemy kraty dają ochronę, kraty są związane z ograniczaniem wolności, więc czym są chronieni ułomni psychicznie?

ps. nie czytałem, nie poprawiałem, przepraszam za błędy.
głupoty...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz