Nowy po(droz)dział

Długo nie pisałem, ale mogłem sobie na to pozwolić, bo nikt na mój wpis nie czekał. Nie czekał bo mało kto zna ten adres...i dobrze.

Być może pewnym motywatorem dla mojego wpisu był wpis znajomego, który napisał po ok 3 miesiącach. Podobno czym dłużej trwa cisza tym trudniej ją przerwać, a ja nie lubię trudnych zadań.

Od mojego ostatniego wpisu kilka rzeczy się wydarzyło. Między innymi skończyły się wakacje; podstawówkowicze zarzucili na siebie swoje przenośne biblioteki, gwarantujące im w przyszłości wady kręgosłupa; gimnazjaliści przestali pić alkohol w takich ilościach jak w wakacje; licealiści przestali wogóle pić bo trzeba się porządnie wziąć za naukę przygotowującą ich do matury.
W tym miejscu taka krótka refleksja. Chodzi o nasz wspaniały system nauczania, gdzie ciągle uczymy się nie rzeczy praktycznych, przydatnych, ciekawych tylko rzeczy przydatnych do następnego egzaminu. Jedynym wyjątkiem są trzy pierwsze klasy podstawówki. Potem zaczyna się trzyletnie przygotowanie do egzaminy po podstawówce. Następnie trzy lata przygotowań do egzaminy gimnazjalnego. A po tym wszystkim uczymy się do matury.
Zawsze jest to nauka "pod klucz". Przez te odcinki czasowe musimy wykształcić w sobie umiejętności - nie kreatywnego myślenia lecz umiejętności - pisania i myślenia pod klucz. Nie ma co się dziwić przy takim obrocie spraw, że młodzież narzeka na szkołę i nadal będzie na nią narzekała.

Poza przejściem z wakacji do roku szkolnego wydarzyła nam się kolejna powódź. Która to już? Trzecia, czwarta...? Zatraciłem się w tych odcinkach już. Po raz kolejny rząd był zaskoczony. No bo przecież nikt nie podejrzewał, że przez przerwane wały może wlać się woda. Jedyne co można powiedzieć to to, że szkoda tych ludzi, którzy żyją na takich terenach w państwie, które nie może sobie poradzić nawet z przeniesieniem jednego krzyża, z ulicy do kościoła.(o tym w dalszej części).

Kolejne spory i walka z dopalaczami - legalnymi narkotykami dla spragnionej wrażeń młodzieży. Walka ta nie jest ogólnopolska, lecz lokalna, ponieważ to poszczególne miasta wprowadzają nowe systemy wali z dopalaczami. Częste kontrole urzędników państwowych mających nadzieje, znaleźć jakiegoś haka na tego typu sklepy nic nie dają. Urzędnicy biorą dodatkowe kwoty za to dodatkowe działanie, lecz nic nie osiągają. Ale przecież można walczyć jeszcze zmieniając prawo! Więc zamiast wpisania w ustawę klauzuli dotyczącej zakazu sprzedaży substancji, które działają w określony sposób(tu powinna się znaleźć jakaś mądra, profesjonalna nazwa, którą powinien skonstruować jakiś mądry człowiek;)) to będzie ustawa zakazująca reklamowania się przez te sklepy w sposób, który sugeruje, że są to legalne narkotyki. Ahhhh...jak wiele korzyści to przyniesie.. już to widzę, jak młodzież przestaje kupować te środki ze względu na tą zmianę...
No cóż, trzeba próbować różnych środków oprócz tego właściwego.

Poza walką z dopalaczami nowością jest to, że krzyż....nadal stoi i stać tam pewnie będzie do zimy, kiedy obrońcom krzyża zacznie doskwierać ból stawów i rozejdą się w końcu do domów. Jedyną nowością w tej sprawie jest to, że teraz bardziej krzyż osłaniają barierki niźli obrońcy. Obrońcy muszą teraz stać w odpowiedniej odległości i nie mogą przechodzić przez barierki pod sam krzyż.
JAKI TEN KRAJ JEST NIESPRAWIEDLIWY, bo przecież kto teraz będzie osłaniał krzyż własną piersią?!
Oficjalnie zmieniam nazwę: "Obrońcy Krzyża" na "Pilnujący Krzyża", bo tak ta cała sytuacja wygląda...

Tak to wyglądają nasze ostatnie krajowe osiągnięcia. Powinniśmy być z tego dumni, bo przecież mogłoby być gorzej.

Poza krajowymi osiągnięciami poszedłem do nowej szkoły;) Ja osoba lubiąca nowe sytuacje jestem z tego powodu niezmiernie rad. Jako nieliczna osoba jestem zadowolony, że znów chodzę do szkoły. Lubię atmosferę szkolną, tym bardziej, że jestem bardzo zadowolony ze swojego wyboru. Trafił mi się najlepszy zespół nauczycieli od trzech lat. Żaden z nauczycieli nie jest bezmyślnym egzekutorem narzuconych przez system standardów, każdy ma swój sposób i wizję prowadzenia lekcji i przekazywania wiedzy szlachetnej młodzieży. Kolejnym plusem jest to, że w szkole znalazłem boginie w dredach! Jakże to dobrze, że jest ktoś taki pretendujący na bratnią duszę, bo w końcu ludzie słuchający reggae i mający z nim więcej wspólnego niż noszenie trzech kolorów i palenie ziela, są emanującą pozytywnością, mądrością życiową i dobrem. Myślę, że jest to prawie reguła. Tak więc, chcę przebywać z boginią i rozmawiać, bo wiem, że to będzie z korzyścią dla mnie, a czy dla niej to już nie mi oceniać.

Tak więc okres od ostatniej notki do tej oceniam na udany i bardzo dobry pod względem osobistym. Pod względem na sytuację w kraju to przecież mogło być gorzej...

wróciłem do palenia;/ niestety.

Edit: kilka błędów, bez zmian samej treści.

1 komentarz:

  1. Przede wszystkim to zaczynam oczekiwać regularnego pisania na tym blogu!
    Po drugie określenie "Pilnujący Krzyża" ładnie a zarazem subtelnie deprecjonuje status tej dosyć paranoicznej grupy. Podoba mi się!
    Coraz bardziej intryguje mnie "Bogini z dredami"...
    A o paleniu to sobie jeszcze porozmawiamy... :/

    OdpowiedzUsuń